Wszystko słyszę, Black.
- Proszę państwa, co za akcja! Potter dzisiaj jest lepszy niż
kiedykolwiek! Gryfoni prowadzą 120:10! – krzyczał do mikrofonu Lee Jordan,
piątoklasista z domu lwa – Coś nieprawdopodobnego! Znicz nadal się nie pojawił,
ale emocje są niesamowite. DRAKE TY GNOJU, WALNIJ SIĘ TĄ PAŁKĄ W SWÓJ PUSTY
ŁEB! Przepraszam pani profesor, już nie będę… Ale co to? Bell przejmuje kafla.
Podaje do Clearwater, z powrotem do Bella, Clearwater, Bell unika tłuczka,
podaje dalej do Pottera iiii…. TAK! 130:10 dla Gryffindoru!!!!
Atmosfera była
gorąca. Morze Gryfonów, Krukonów i Puchonów szalało. Wszyscy wrzeszczeli i
skakali, a przez ten hałas buczenie Ślizgonów się nie przebijało. Nawet
McGonagall podskakiwała w miejscu klaszcząc, przez co Albus Dumbledore za
każdym razem, gdy na nią zerknął - chichotał. Syriusz krzyczał jak opętany i
wymachiwał rękoma nad głową.
- TO JEST NIEMOŻLIWE! ON BYŁ UMIERAJĄCY! – Phoebe była cała czerwona z
emocji.
Nagle tłuczek posłany przez Georgea Drakea trafił w
twarz Emily Clearwater. Profesor Hooch odgwizdał przerwę i drużyny miały chwilę
by odpocząć. James dyszał jak mała lokomotywa i czuł, że powoli traci siły.
Lily Evans dodała mu ich bardziej niż jakiekolwiek eliksiry uzdrawiające, ale
nawet jej słowa nie mogły mu pomagać w nieskończoność. Gorączkowo z resztą
drużyny liczył. Prowadzą 120 punktami, jeśli Flynn Hayes złapie znicza, to o
ile Slytherin nic nie wbije, muszą zdobyć jeszcze trzy gole i wygrają. Emily
przybiegła do nich cała umazana krwią i powiedziała, że jest gotowa do gry.
Miała złamany nos, ale powiedziała, że pozwoli się zaprowadzić do Skrzydła
Szpitalnego dopiero po meczu, a Hootch nie zdążył rzucić nawet na nią zaklęcia
znieczulającego, bo już była przy drużynie.
- Wystartowali! Clearwater to twarda dziewczyna, byle uraz nie wytrąci
jej z gry. Widzisz Drake, możesz wsadzić sobie tę pałkę, bo i tak nic Ci nie
da! – Lee szybko odsunął się od McGonagall, która łypnęła na niego groźnie, ale
nic nie powiedziała. – Howard podaje do Ridera, ten do Gorana iii… NIE!!! 10
punktów dla Slytherinu. Mamy 130:20. – Ślizgoni wiwatowali, a reszta trybun
buczała, wstrząśnięta szybką akcją przeprowadzoną przez dom węża. – Goran znów
ma kafla, podaje do Howarda i przechwytuje go Clearwater! Leci w stronę pętli,
nie może podać, bo ją blokują, dwa tłuczki mijają ją niebezpiecznie blisko,
strzela i GOOOL! 140:20 dla Gryffindoru! Potter leci z piłką, tłuczek trafia go
w brzuch, ale nie wypuszcza kafla z ręki, podaje do Bella, ten do Clearwater,
Bell, Potter, Bell i ZNÓW GOL! 150:20! Rider leci w stronę pętli Gryfonów, mija
Bella, i podaje do Gorana, ten strzela ii…. TAK! COLES BRONI! Kafel w
posiadaniu Gryfonów, Clearwater podaje do Bella, ten do Pottera i znów
Clearwater, oddaje Potterowi, ten rzuca i trafia! 160:20 dla Gryffindoru!
- Jeszcze 10 punktów, Flynn łapie znicza i wygrywamy! – krzyczała
Ruby, a gdy do reszty to dotarło, zaczęli dopingować swoją drużynę jeszcze
bardziej. Hagrid wymachiwał flagą ponad głowami uczniów, dzięki czemu było ją
widać najlepiej z wszystkich.
- A co to? Czy Hayes dojrzał w końcu znicza? Ruszył w kierunku pętli
Ślizgonów, a Black już leci za nim. Ale co się dzieje! Potter jest tuż nad nimi
z kaflem w ręku! Hayes wyciąga już rękę w stronę złotej piłki! Potter rzuca i
trafia! 170:20 dla Gryffindoru! OOOOCH!!!!! – Lee wrzasnął, a trybuny razem z
nim.
A chwilę później wszystko ucichło. Szukający
Gryfonów nie zdążył poderwać miotły i zderzył się z ziemią. Leżał między
bramkami i się nie ruszał. Profesor Hootch już leciał w jego kierunku, razem z
resztą drużyny, gdy ten nagle drgnął.
- Unosi lewą rekę. Czy to… Czy widzę złoty błysk? TAK! FLYNN HAYES
ZŁAPAŁ ZNICZA! GRYFFINDOR WYGRYWA ZE SLYTHERINEM Z WYNIKIEM 320:20!!!
Dopiero wtedy
wybuchło największe zamieszanie. Wszyscy wiedzieli, jaką przewagę musieli
uzyskać Gryfoni, żeby zdobyć Puchar i chociaż wydawało się to niemożliwe,
dokonali tego.
Lily piszczała
razem z Phoebe i Ruby, Remus ściskał Petera, a Syriusz chwycił najbliżej
stojącą Vicky i ją pocałował. Ona z tej radości nawet nie zareagowała wybuchem
furii, tylko rzuciła się na Hagrida wrzeszcząc „WYGRALIŚMY!”. A już chwilę
później biegli, by pogratulować przyjacielowi.
Albus Dumbledore
szedł w stronę drużyny Gryfonów z uśmiechem na ustach, niosąc Puchar
Quidditcha, a za nim biegła zapłakana profesor McGonagall. Dyrektor wręczył
nagrodę pałkarzowi i kapitanowi Kevinowi Reyesowi, a ten uniósł go wysoko nad
głowę, przy wtórze wiwatów większości Hogwartu. Następnie przekazał go
Jamesowi, którego zaraz cały zespół wziął na ręce, bo to on zdobył w tym meczu
aż 10 bramek.
Impreza z okazji
zwycięstwa musiała się odbyć w Skrzydle Szpitalnym, bo dwóch ścigających i szukający
zwycięskiej drużyny musieli być pod opieką pielęgniarki. Jednak nie
przeszkodziło im to w dobrej zabawie. Pani Pomfrey i dyrektor wyjątkowo
wyrazili zgodę na świętowanie, bo żadnych innych pacjentów nie było. Poppy
zamknęła się w swoim pokoju, wyciszając go, jednak ostrzegła wszystkich, że
wcześnie rano jej pacjenci mają już odpoczywać.
Bawili się
wyśmienicie. Huncwoci załatwili kremowe piwo i ognistą whisky, a dziewczyny
przyniosły z kuchni mnóstwo jedzenia. Łóżka ułożyli w taki sposób, by utworzyły
boksy do siedzenia, robiąc jednocześnie miejsce na ogromny parkiet. James nie
pił za dużo, ale nie mógł odmówić sobie przyjemności tańczenia. Phoebe nie
pozwalała jednak, by się za bardzo przemęczał i co jakiś czas odganiała jego
aktualne partnerki i pilnowała, by odpoczął przez kilka kawałków. Gdy nagle
gdzieś zniknęła, zobaczył przed sobą Lily. Wstał i podszedł do niej.
- Zatańczysz, Evans? – wyszczerzył zęby i podał jej dłoń, którą
chwyciła.
Przetańczyli razem parę piosenek, a gdy skończyli, usiedli z
przyjaciółmi i jeszcze raz przeżywali ten mecz.
- Ja nadal nie rozumiem, jakim cudem wytrzymałeś i jeszcze zagrałeś
tak niesamowicie! – Ruby wypiła łyka ognistej i mocno się skrzywiła.
- Nie mogłem przegrać tego meczu. – Rogacz poczochrał swoje włosy i puścił
oko do Rudej, która odwróciła głowę, czerwieniąc się.
- Tak czy siak, byłeś niesamowity, Stary. – Łapa poklepał go po
plecach i ruszył w stronę ciemnowłosej Puchonki, która prezentowała swoje
długie nogi w krótkiej sukience.
Chwilę później na
parkiet wkroczyli Vicky z Remusem, Lily z Lee Jordanem, Ruby z Peterem i James
został z Phoebe. Dziewczyna oparła na jego ramieniu swoją głowę i westchnęła.
- Cieszę się, że wygraliście. Nie zniosłabym puszenia się Ślizgonów do
końca roku i pewnie jeszcze cały następny.
- Do tego Syriusz ma satysfakcję, że jego brat wcale nie jest takim
wspaniałym szukającym. – Rogacz zaśmiał się cicho i bawił się kosmykiem włosów
przyjaciółki.
- Nie chcę by ten wieczór się kończył. Jutro trzeba odrobić wszystkie
zadania i zaczął powtarzać do egzaminów, bo to już za tydzień…
- O nie. – chłopak stanowczo jej przerwał. – Nie będziemy dzisiaj
rozmawiać o nauce.
Wyciągnął ją
śmiejącą się na parkiet i gdy tak tańczyli czuł, że jest naprawdę szczęśliwy.
Poniedziałkowy
poranek przyszedł stanowczo za szybko. Lily, Ruby i Phoebe bardzo niechętnie
wyszły z łóżek i po doprowadzeniu się do porządku, skierowały kroki w stronę
Wielkiej Sali. W Pokoju Wspólnym spotkały trzech Huncwotów i razem poszli na
śniadanie. Siostry Marshall i Remus kłócili się co dzisiaj powinni powtarzać, a
Syriusz zerkał tylko na nich zaspanym wzrokiem.
- Naprawdę? Jeszcze zajęcia się nie zaczęły, a wy już o wieczornych
powtórkach. Może odpuśćcie sobie zajęcia i od razu idźcie się uczyć. – zakpił i
nałożył na swój talerz górę jajecznicy z bekonem. – Cześć, Piękna! Coś niemrawo
wyglądasz.
Vicky usiadła koło Lupina i ziewnęła potężnie. Włosy miała w
nieładzie, jakby w ogóle ich nie rozczesała, a jej twarz przybrała odcień
szarości.
- Cześć. Nic mi nie mówcie. Uczyłam się do późnej nocy, bo dzisiaj
eliksiry. Slughorn mnie nienawidzi, a zapowiedział przecież, że będziemy
musieli uwarzyć z pamięci antidota na różne trucizny, w ramach powtórki do
egzaminów. Do tego na ocenę! Na pewno dostanę jakieś najgorsze draństwo. –
jęknęła i położyła głowę na stole. Po chwili już spała.
- Biedna. Gdyby była w Gryffindorze nie przejmowałaby się tak nauką. –
stwierdził Peter odrywając się na chwilę od swojego naleśnika. On sam nie umiał
za dużo na owe zajęcia, ale nie martwił się. Przyjaciele zawsze mu pomagali,
jak tylko mogli.
- Masz rację, Glizdku. – Syriusz poklepał go po ramieniu. – Nasza
kochana Howells za bardzo nam się przemęcza, bycie krukonką jej nie służy. Oni
wszyscy pewnie tam się tylko uczą i uczą. To wywołuje presję. – na jego twarzy
pojawiło się przerażenie. – Merlinie, jakbyśmy mieli więcej Luniaczków u nas,
też by tak było.
Wszyscy wybuchnęli śmiechem, oprócz Remusa, który zmrużył groźnie
oczy.
- Taak? A ty co się tak nagle czule wyrażasz o Vicky? Zakochałeś się
czy co? – spojrzał na Łapę kpiąco, który był szczerze zdumiony.
- Ja w niej? Ona jest zbyt wielką zołzą, żeby mi to groziło…
- Wszystko słyszę, Black. – wymamrotała Krukonka i podniosła głowę by
coś zjeść.
- … a poza tym wolę łatwe, nieskomplikowane dziewczyny. – zakończył
Syriusz zerkając z ukosa na Petera, który nakładał na swój talerz górę puddingu
czekoladowego.
- Jak ta Puchonka z sobotniej imprezy? Patrzy cały czas tutaj. Aż bym
cię pocałowała żeby zobaczyć jej reakcję. – Phoebe zachichotała, gdy Syriusz nadstawił
jej usta ułożone w dziubek. Cmoknęła go szybko i spojrzała w stronę stołu
Hufflepuffu. – Chyba mnie nienawidzi.
Po eliksirach wszyscy z wyjątkiem Phoebe, która
miała wróżbiarstwo i leżącego w szpitalu Jamesa, udali się na błonia i
rozsiedli nad jeziorem. Vicky położyła głowę na kolanach Remusa i chwilę
później już spała. Ten oparłszy się o pień drzewa wyciągnął podręcznik do
starożytnych run i zaczął czytać. Peter jadł, Ruby wypytywała Lily o różnie
niemagiczne przedmioty, bo musiała się przygotować do pisania wypracowania na
mugoloznawstwo, a Syriusz po prostu leżał na trawie i wpatrywał się w niebo.
Nagle nad ich głowami pojawiła się sowa, która wylądowała koło Blacka i
wystawiła w jego stronę nóżkę z listem.
- Co to? – zapytał od razu Peter, zanim wepchnął sobie do ust
kociołkowego pieguska.
- Dorcas mi odpisała. – mruknął Łapa, czytając wiadomość.
- Meadowes? Ta która w zeszłym roku skończyła Hogwart? – zaintrygowana
Ruby spojrzała w jego stronę.
- Tak, to ona.
- Po co do ciebie pisze?
- Tak jakby spotykaliśmy się trochę, jak jeszcze była w szkole. Teraz
czasem coś do siebie napiszemy.
- Myślałam, że jak zrywasz z dziewczyną, to unikasz jakiegokolwiek
kontaktu z nią. – Lily uniosła wysoko brwi.
- Bo tak jest, ale z Dor jest inaczej. – Syriusz chciał zakończyć ten
temat, ale zdawał sobie sprawę, że przyjaciele tak łatwo mu nie odpuszczą.
- Jak to jest inaczej? Co to znaczy? – Remus odłożył książkę i
wpatrywał się w Blacka z rosnącym zainteresowaniem.
- Po prostu mogę z nią porozmawiać o wielu sprawach. – po tych słowach
Łapa nie powiedział już nic w sprawie Meadowes, mimo, że wszyscy próbowali
wyciągnąć z niego jak najwięcej. W końcu dali sobie spokój, ale wiedział, że
będą próbowali z zaskoczenia wymusić na nim jakieś wyznania.
Syriusz Black był
bardzo skrytą osobą. Nigdy nie rozmawiał o swoich uczuciach, a dla zdecydowanej
większości społeczności Hogwartu był podrywaczem bez serca i jedyne na czym mu
zależało, to na dobrej zabawie. Przyjaciele wiedzieli, że prawda jest nieco
inna, ale jeszcze nigdy nie otworzył się przed nimi. Nawet Jamesowi, któremu
mówi bardzo dużo, nie zwierza się ze wszystkiego.
Gdy w poprzednie wakacje Syriusz wyprowadził się z
domu rodzinnego i zamieszkał u Potterów, miał nadzieję, że nauczy się rozmawiać
o problemach. Bardzo mu czasem brakowało wyrzucenia z siebie swoich żali,
jednak nadal nie potrafił się na to zdobyć w obawie, że przyjaciele stwierdzą,
że jest słaby. Dopiero list od Dorcas Meadowes, który otrzymał w okolicy
tegorocznych świąt wielkanocnych, zmienił w minimalnym stopniu jego postawę.
Przechodził wtedy bardzo ciężki okres i nie umiał sobie poradzić z nową dla
niego sytuacją, a dziewczyna spadła mu jak z nieba. Postanowił przełamać się i
ku swemu zaskoczeniu odnalazł oparcie w kimś, kogo by o to nigdy nie posądzał.
Dorcas była dla niego bardzo cierpliwa, a swoją dobrocią nieustannie go
zadziwiała, przez co łatwiej było mu przezwyciężyć swój opór i w końcu zwierzyć
się jej z wielu rzeczy.
Ciemnowłosy Gryfon westchnął i wyciągnął z torby
pergamin, pióro i kałamarz, po czym zaczął odpisywać.

Johnny jako Syriusz i już leżę pod stołem i nie wstaję.
OdpowiedzUsuń"Syriusz chwycił najbliżej stojącą Vicky i ją pocałował"
"- Taak? A ty co się tak nagle czule wyrażasz o Vicky? Zakochałeś się czy co? – spojrzał na Łapę kpiąco, który był szczerze zdumiony.
- Ja w niej? Ona jest zbyt wielką zołzą, żeby mi to groziło…
- Wszystko słyszę, Black. – wymamrotała Krukonka i podniosła głowę by coś zjeść." <---- o w tych momentach, pojawił się nowy shipp w moim fanowskim serduszku <3
Uwielbiam takie chwile, gdzie oni się po prostu przekomarzają i spędzają razem czas :3 Wiem, że pewnie zaraz będzie jakaś drama, ale mam nadzieję, że za bardzo ich to nie skrzywi xd
A Johnny to naprawdę życie. Ja bym pocałowała :p
Para Howells i Black? Z tego nie może wyjść nic dobrego! Uważaj kogo chcesz sparować :D
Usuń