niedziela, 26 lutego 2017

Rozdział 9

Bo Tiara się zawahała.

                Ostatni tydzień wakacji minął bardzo szybko. James i Syriusz byli razem na zakupach na Pokątnej, gdzie spotkali się z pozostałymi Huncwotami. Lily ani Vicky nie widzieli, a siostry Marshall nadal były ukryte z rodzicami i rodzeństwem, więc pewne było, że spotkają się dopiero na dworcu King’s Cross.
                Syriusz wrócił do Potterów pod pretekstem spędzenia tych kilku dni z Euphemią
i Fleamontem, czym sprawił im ogromną radość. Prawda była jednak taka, że nie mógł znieść pustki, jaka panowała w jego domu. Gdy ostatniego dnia sierpnia poszedł tam się spakować nie mógł się powstrzymać, by nie zerkać co chwilę do byłego pokoju Vicky, jakby mając nadzieję, że tam będzie
i oznajmi, że żartowała, a on dał się nabrać.
                Nic takiego jednak nie nastąpiło, więc wrócił z gotowym kufrem idealnie na kolację.


                Peron 9 i 3/4 był jak zwykle zatłoczony. Głośne nawoływanie przyjaciół, ostatnie upominanie i przypomnienia rodziców, okrzyki zaskoczenia pierwszorocznych – wszystko to tworzyło niepowtarzalny klimat 1 września. Chyba każda osoba na tym świecie chciałaby się tam znaleźć w ten dzień, by równo o 11 ruszyć Ekspresem Hogwart w stronę stacji Hogsmeade. Cieszyli się nawet ci, którzy nie mogli wsiąść do pociągu. Z jednym wyjątkiem.
- Kiedy idziemy? – Petunia Evans rozglądała się z pogardą dookoła, obserwując jak grupki przyjaciół padały sobie w ramiona po wakacyjnej rozłące.
- Jak tylko Lily odjedzie. – Mark Evans spojrzał na starszą córkę z naganą.
                Dziewczyna prychnęła i skrzyżowała ręce na piersi. Spojrzała z ukosa na siostrę i momentalnie zalała ją fala mieszanych emocji. Z jednej strony czuła zazdrość, do której nigdy by się nie przyznała, a z drugiej obrzydzenie, do odmienności Lily.
- Tuniu… - młodsza Evansówna zwróciła się do niej. – Proszę cię, przestań być taka…
- Jaka? Normalna? – zadrwiła, z satysfakcją widząc jak łzy pojawiają w oczach siostry.
- Petunio, natychmiast się uspokój. – mama fuknęła na nią, ale ona już i tak nie miała zamiaru się odzywać.
                Na szczęście dziesięć minut później ten obrzydliwie czerwony pociąg ruszył i wraz z rodzicami wróciła do niemagicznego świata. Nie wiedząc tylko dlaczego, po wyjściu na peron 9 i 10, poczuła dziwne ukłucie żalu.
               
                Huncwoci zajęli wolny przedział i po krótkiej rozmowie do przedziału weszły siostry Marshall.
- Phoebs! Ruby! – Syriusz chwycił je obie w ramiona i zakręcił się w miejscu, wywołując u nich dźwięczny śmiech. – Nareszcie!
- Też tęskniłyśmy. – Phoebe spojrzała na resztę z figlarnym błyskiem w oku. – A gdzie dziewczyny?
                Chwilę później drzwi przedziały otworzyły się ponownie i Lily wprost rzuciła się na bliźniaczki. Zaraz za nią weszła Vicky i też przyłączyła się do ogólnej radości.
- No! – Ruby klasnęła w dłonie. – To nareszcie możemy porozmawiać. Co się u was działo?
- Chętnie bym wam wszystko opowiedziała od razu, ale musi to trochę poczekać. – Lily wyjęła nową odznakę prefekta. – Mamy spotkanie. – zerknęła na Remusa, który czegoś szukał.
- Czemu to coś wygląda inaczej niż zawsze? – Ruby wskazała na jej odznakę.
- Bo… - zawiesiła teatralnie głos. – Zostałam prefektem naczelnym! – pisnęła.
                Dziewczyny zaczęły się przekrzykiwać, że to było bardziej niż oczywiste, a Lupin szybko podniósł głowę i uśmiechnął się szeroko.
- Gratuluję, Lily. Tak właśnie myślałem, że cię wybiorą.
- Ciebie też?!
- Nie. – zaśmiał się. – Chyba zawiodłem Dumbledore’a w misji okiełznywania chłopaków. –spojrzał z ukosa na przyjaciół.
- Hmm.. to ciekawe kogo wybrał. – Lily wstała i otworzyła drzwi, a za nią ruszył Remus. Zaraz za nim znalazł się jednak James i wszyscy spojrzeli na niego ciekawie. – Hmmm.. James?
- Tak? – udawał, że bardzo interesują go paznokcie jego prawej ręki.
- Ledwo ruszyliśmy, a ty już musisz do toalety? – zadrwił Black, na co Peter zaśmiał się głośno.
- No, nie do końca. – zmieszany Rogacz poczochrał włosy i wyciągnął z kieszeni coś, czego zdecydowanie nie powinno tam być.
- Na brodę Merlina… - szepnęła Phoebe i wyrwała mu z rąk nowiutką odznakę. – Mianowali cię prefektem naczelnym?! CIEBIE?!
                Wszyscy ryknęli śmiechem, a on się zaczerwienił po końcówki uszu.
- To było dobre, Potter. – Lily otarła rękawem łzę. – Prawie się nabraliśmy. – i odwróciła się by wyjść.
- Ale to nie jest żart. – momentalnie zamilkli i wpatrzyli się w niego.
- Nie. – powiedział krótko Syriusz, jakby w nadziei, że jeśli zaprzeczy, to okaże się to nieprawdą.
- Tak. Też jestem zdziwiony, ale możecie sobie darować. – James już był wyraźnie zirytowany. Wyrwał Phoebe z ręki odznakę, wyminął zszokowanych Lily i Remusa, po czym ruszył w stronę przedziału, gdzie miało się odbyć spotkanie prefektów.

                Po odśpiewaniu corocznej pieśni, Tiara Przydziału zaczęła przydzielać pierwszorocznych do nowych domów. Phoebe i Ruby czekały niecierpliwie, gdzie trafi ich brat. Po tym jak, Fiona Levis trafiła do Gryffindoru, a Michael Manson do Hufflepuffu, profesor McGonagall wyczytała:
- Marshall, Jared!
                Wystraszony jedenastolatek o identycznych blond włosach jak trzy starsze siostry usiadł, cały się trzęsąc, na stołku. Tiara milczała przez około minutę, a po chwili szew w pobliżu krawędzi otworzył się (Phoebe, Ruby i Julia przy stole Puchonów wstrzymały oddech) i krzyknęła:
- SLYTHERIN!
                Siostry spojrzały po sobie przerażone. Chłopiec wyglądał jakby miał za chwilę zemdleć i oddalił się w stronę oklaskujących go Ślizgonów. Syriusz poklepał pocieszająco Ruby po plecach.
- Nie martwcie się, mój brat też jest w Slytherinie.
                Spojrzały na niego jak na wariata.
- I uważasz, że jest dupkiem. – Phoebe uniosła powątpiewająco brew.
- Owszem. – wyszczerzył zęby w szerokim uśmiechu. – Zawsze wiedziałem, że tam trafi.
- Więc czemu się cieszysz? – patrzyła na dumnego Blacka z coraz większym zmartwieniem czy przypadkiem nie zwariował.
                Syriusz przywołał w pamięci te dwie pełne oczekiwania minuty, jak Regulus siedział na stołku, który teraz zajmował „Selvyn, Adam”, z Tiarą Przydziału zakrywającą mu prawie całą twarz, jak zaczynała w nim mimowolnie zakwitać nadzieja, by chwilę później została brutalnie przygnieciona okrzykiem „Slytherin!”.
- Bo Tiara się zawahała.


                W czwartek, dokładnie tydzień po rozpoczęciu nowego roku Syriusz szedł przez błonia na lekcję opieki nad magicznymi stworzeniami z torbą zarzuconą na ramię i z niezawiązanym krawatem. Uśmiechał się lekko, a mijające go dziewczyny chichotały, zerkając na niego ukradkiem. On jednak myślami był zupełnie gdzie indziej, ściskając w dłoni list od Dorcas. Zastanawiał się nad tym, co w nim pisała i układał w myślach odpowiedź.
                Gdy doszedł na miejsce, zobaczył Vicky siedzącą na kamieniu z zamkniętymi oczami i łapiącą jedne z ostatnich promieni słonecznych. Rzucił torbę koło niej i usiadł na trawie. Nie odzywali się do siebie od czasu, gdy wróciła do domu. Zauważył jednak z zadowoleniem, że serwal leży na kamieniu obok niej.
- Ma na imię Asgard. – powiedziała nie otwierając oczu, a kot podniósł łeb, słysząc swoje imię.
- No tak, bo po co nazwać biedne zwierzę normalnie. – zadrwił z ironią.
- Masz jakiś problem, Black? – głos Krukonki był niebezpiecznie cichy.
- Ohoho, teraz nagle mówimy do siebie po nazwisku? – wstał i uniósł ręce, jakby w geście poddania. –Już nie jestem najlepszym co się ostatnio w twoim życiu dzieje i nie będzie przytulania się w nocy?
                Zanim zdążył jakkolwiek zareagować, Howells wstała i wymierzyła mu siarczysty policzek. Patrzył na nią z góry zupełnie zaskoczony nienawiścią bijącą z jej oczu.
- Jesteś dupkiem, Black. – po tych słowach odwróciła się tak gwałtownie, że jej włosy uderzyły go w twarz i odeszła szybkim krokiem w stronę dwóch chłopaków z jej domu. Za nią od razu pobiegł Asgard.
                Chwilę później przyszła profesor Basil, wyraźnie z siebie zadowolona, a za nią kroczył mężczyzn, którego twarz i ręce były gęsto pokryte bliznami. Klasa przyglądała mu się zaintrygowana i zaczęła zastanawiać się szeptem, kto to może być.
- Witam, młodzieży! – zawołała dziarsko Berta i podwinęła rękawy swojej szaty. – Przedstawiam wam Henry’ego Basila, który przyjechał do nas z Rumunii.
                Wszyscy wlepili w niego oczy z zainteresowaniem. Domyślili się, że jest mężem nauczycielki, ale nie mieli żadnego pomysłu, po co przejechał taki kawał drogi do Hogwartu.
- Dobra, bierzcie swoje rzeczy i zmieniamy miejsce.
                Black patrzył na plecy odchodzącej Vicky, która gorączkowo dyskutowała z dwoma Krukonami. Coś się w nim zagotowało, ale zauważył, że jest w tyle, więc szybko ruszył za grupą. Zatrzymali się dopiero przed jakimś nieznanym mu budynkiem za domkiem Hagrida. Zmarszczył brwi, nie wiedząc co się dzieje. Był pewny, że jeszcze w czerwcu tego nie było. Wszedł za wszystkimi do środka i uderzyła go fala gorąca. Asgard został na dworze. Syriusz rozejrzał się zaciekawiony, jednak na razie stali w przedsionku.
- Okej, młodzieży! To miejsce zostało wybudowane na potrzeby małego projekciku, w którym weźmiecie udział. Jesteście już wszyscy pełnoletni, dlatego dzięki współpracy z panem Basilem będziemy mogli zrobić tutaj coś zupełnie oryginalnego! Za chwilę zostaniecie podzieleni na pary i powiem wam dalej co będziecie robić. – nauczycielka machnęła różdżką, a przed każdym z nich pojawił się złożony skrawek papieru. – Otwórzcie te karteczki, zobaczycie na nich szybko zmieniające się nazwiska. Gdy wypowiem odpowiednie zaklęcie, przestaną się zmieniać i zostanie wskazana wam osoba z którą będziecie w parze.
                Wszyscy z wypiekami na twarzy, nie wiadomo czy od panującego w pomieszczeniu gorąca czy od emocji, chwycili szybko swoje kartki w napięciu czekając. Nagle wyliczanka ustała, a on wpatrywał się jak spetryfikowany w napisane schludnym pismem nazwisko. Usłyszał jakby z oddali ciche przekleństwo, a następnie:
- Czy można zmienić parę? – Vicky była wyraźnie zdenerwowana.
- Przykro mi, panno Howells. Ten dobór jest ostateczny. Ustawcie się w parach!
                Krukonka wciągnęła gwałtownie powietrze i zrobiła się jeszcze bardziej czerwona. Spojrzała na Syriusza z wyraźną niechęcią i podeszła do niego bez słowa.
- Przechodzimy dalej! – profesor Basil była wyraźnie podniecona.
                Kolejne pomieszczenie było zdecydowanie większe i zdecydowanie gorętsze. Pod ścianą ustawione były kociołki, a na środku stał ogromny kocioł, pod którym ogień był tak mocny, że aż parzyło ich w twarze. Vicky drgnęła i cofnęła się lekko, jednak nic nie powiedziała.
- Dobra! Pan Basil w Rumunii zajmuje się smokami.- Black usłyszał jak Howells wciąga głośno powietrze. – Otrzymaliśmy zgodę, by przywiózł tutaj kilka smoczych jaj, byśmy mogli zrealizować ten projekt. – wszyscy zaczęli po sobie patrzeć podekscytowani. – Przewidziane jest jedno jajo na parę. Każde z nich zostało odrzucone przez matkę, dlatego waszym zadaniem będzie opieka nad nim, a później nad pisklakiem. Gdy tylko młode się wyklują, to pomieszczenie zostanie zmodyfikowane. Oczywiście ja i pan Basil będziemy nad wszystkim czuwać i wam pomagać. Za chwilę wylosujecie swoje jajo i waszym zadaniem będzie dowiedzenie się jaki smok jest w środku . Na regale za wami znajdziecie wiele przydatnych książek.
                Po pięciu minutach wszyscy już mieli swoje jajo i rzucili się w stronę regałów. Tylko Vicky i Syriusz stali spokojnie i oglądali swoje z nadzwyczajną uwagą i czcią.
- Myślę, że najpierw musimy je jak najszybciej wsadzić do kociołka. Potrzebują dużo ciepła, by się mogły wykluć. – Krukonka szybko podeszła do jednego z nich, a na tabliczce nad nim pojawiły się ich nazwiska. Wymamrotała „incendio”, a pod nim natychmiast pojawił się ogień. Black w tym czasie wrócił z jakąś książką.
- To jajo jest jakieś dziwne. Jak się patrzy tak, to jest czarne. Jak tak, to szare. – Howells przechyliła je lekko w lewo. – A jak tak, to fioletowe. – tym razem odchyliła je do tyłu. – I ma białe żyłki, które widać cały czas.
- To smok czarny hebrydzki. – odczytał Syriusz i pokazał jej jajo identyczne do tego, które trzymała w rękach. – Za chwilę Basilowie pewnie zrobią obchód i sprawdzą jak nam idzie szukanie. – w czasie gdy to mówił, dziewczyna umiejscowiła już jajo bezpiecznie w kociołku i wpatrywała się w nie z zachwytem.
- Jest takie piękne…
                Pół godziny później okazało się, że jako jedna z dwóch par poprawnie odgadli hasło. Te cztery osoby zarobiły po 20 punktów dla swojego domu, co Black przyjął z wielką satysfakcją. Druga para była z Gryffindoru.
- Na następny tydzień każdy ma napisać wypracowanie na rolkę pergaminu o waszym gatunku. – zarządziła pani profesor po długim wykładzie na temat ostrożności w opiece nad jajami. – Możecie tutaj przychodzić kiedy chcecie, przy wyjściu dostaniecie klucz. Jednak uważam, że przez najbliższe parę miesięcy nie będzie potrzeby by zaglądać tu częściej, niż mamy lekcje. – tymi słowami zakończyła zajęcia i zajęła się rozdawaniem kluczy z mężem.

                Vicky szła zamyślona w stronę zamku nie mogąc uwierzyć w to, co się przed chwilą wydarzyło. Zawsze chciała mieć smoka i wszystko byłoby idealnie, gdyby nie ten… ten… urwała jej się myśl, bo nagle wpadła na kogoś z takim impetem, że aż się przewróciła.
- Jak chodzisz, baranie?! – wrzasnęła zirytowana i spojrzała wściekła na stojącą nad nią postać. Zmrużyła gniewnie oczy. – Black.
                Chłopak bezczelnie się do niej uśmiechał i bez słowa podał rękę, którą odtrąciła. Umie wstać sama.
- Jak to zrobiłeś, że stałeś na końcu kolejki do wyjścia, a teraz na ciebie wpadam? – warknęła otrzepując szatę z ziemi.
- Ach… - westchnął, a Krukonka zamrugała zaskoczona oczyma, bo to nie był głos, który znała tak dobrze. – mylisz mnie z moim przygłupim bratem-błaznem. Jestem Regulus Arkturus Black. A ty…? – spojrzał jej śmiało w oczy, co ją nieco speszyło.
- Nie twój interes. – burknęła, na co ten wybuchł donośnym śmiechem.
- Wojowniczka się znalazła. – zakpił. – Dobrze mnie wychowali w domu, więc się przedstawiam, myślę, że kultura nakazuje, żebyś uczyniła to samo.
                Spiorunowała go wzrokiem i planowała odejść, ale coś ją powstrzymało.
- Victoria Howells.
- Powiedziałbym, że miło mi cię poznać, ale nie lubię kłamać. – cały czas uśmiechał się zaczepnie.
- Och, bo ja się cieszę z tego spotkania. – jej głos był przesycony jadem i sarkazmem. – Włazisz mi pod nogi i przez to się przewracam, do tego jesteś równie bezczelny jak twój przeklęty brat. Doprawdy, o niczym tak nie marzyłam, jak o spotkaniu z tobą! – wyrzuciła śmiesznie ręce do góry, po czym wyminęła go i ruszyła dalej do zamku.
- Do zobaczenia, Howells! – krzyknął za nią, na co tylko wydała z siebie bliżej nieokreślony dźwięk i wyciągnęła rękę w jego stronę w dość nieuprzejmym geście.