Swoją drogą, świetna z niej laska.
Pierwsze wyjście z Hogwartu do Hogsmeade zawsze
przynosiło wiosce największy zysk. Tłumy uczniów stęsknionych za
niepowtarzalnym klimatem wchodziły do wszystkich sklepów, pubów i kawiarni.
Trzecioklasiści mogli wreszcie pierwszy raz odwiedzić te miejsca, które starsi
uczniowie znali już jak własną kieszeń. Klasy siódme przechadzały się z
sentymentem uliczkami, zdając sobie ze smutkiem sprawę, że ich pobyt w szkole
nieuchronnie zbliża się ku końcowi.
Lily i James szli
obok siebie czasem lekko ocierając się ramionami, co wywoływało dziwną falę gorąca
u obojga. Potter zerknął z ukosa na dziewczynę i całkiem stracił głowę. Marzył
o tej chwili od tylu lat i wiedział, że nie może tego zmarnować. To mogła byś
jego jedyna szansa.
- Więc, Evans… - odchrząknął lekko i poczochrał swoje i tak już
nieułożone włosy. – Jak ci się podoba nasz nowy nauczyciel obrony przed czarną
magią?
- Hmmm… Nie za bardzo szczerze mówiąc. Ale słyszałam, że od przyszłego
tygodnia będzie nas uczył ktoś inny. – ta informacja sprawiła, że James
przystanął.
Lily
odwróciła się w jego stronę zaskoczona.
- Nie wiedziałeś?
- Nie. Pierwsze słyszę. A wiadomo kto go zastąpi? – po otrząśnięciu
się z pierwszego szoku, w końcu ruszył z miejsca.
- Mają to ogłosić jutro podczas kolacji. – Rudowłosa uśmiechnęła się
lekko. – Jak ci się podoba nowe stanowisko?
- Chodzi ci o prefekta naczelnego czy kapitana drużyny quidditcha? –
Potter jakby urósł o kilka centymetrów.
- Och, no tak! Kevin przecież skończył w zeszłym roku!
- Potrzebowaliśmy trzech nowych graczy, ciężko było, ale w końcu
wybrałem z drużyną najlepszych. Nie są tak dobrzy, jak poprzedni, ale myślę, że
jak będziemy dużo trenować, to mają szansę dojść do tego poziomu. – James
zaczął trajkotać jak nawiedzony i tak spacerując, w pewnym momencie chwycił
Lily za rękę, a ona jej nie zabrała.
W tym samym
czasie w uliczce za Miodowym Królestwem pewna para obściskiwała się bez
opamiętania. Chociaż myśli Syriusza odlatywały gdzieś daleko, miał wrażenie, że
w ten sposób odreagowuje. Nie radzi sobie z targającymi nim emocjami, więc
postanowił, że wraz z początkiem nowego roku, wróci dawny on. Miał nadzieję, że
w ten sposób przywróci w swoim życiu ład i porządek.
Nagle Jasmine
oderwała się od niego i chrząknęła znacząco.
- Syriuszu. Niby jesteś tu ze mną, ale nie czuję twojej obecności. –
patrzyła na niego z wyrzutem, a on nagle sprowadzony na ziemię miał lekko
nieprzytomny wzrok.
- Wydaje ci się. – uśmiechnął się po huncwocku i z zadowoleniem
zauważył, że dziewczyna wstrzymała oddech. – Jestem całkowicie pochłonięty
tobą.
Po tych słowach
ponownie wpił swoje usta w jej, a targające nim wyrzuty sumienia z uporem
zagłuszył, tłumacząc sobie, że przecież nie robi nic złego.
Vicky i Pandora
siedziały przy stoliku w Trzech Miotłach i zaśmiewały się do łez. Howells z
zaskoczeniem odkryła, że mimo tego, że wszyscy uważali ją za dziwaczkę, Ifans
wcale nie jest tak odmienna. Gdy do Hogwartu chodził jej chłopak, Ksenofilius
Lovegood, była zdecydowanie bardziej specyficzna, więc Vicky stwierdziła, że to
on musiał w ten sposób na nią wpływać.
- Ojej, już 12. Muszę lecieć! – Pandora spojrzała na nią
przepraszająco. – Ksenio czeka.
- Pewnie, leć. – Howells machnęła ręką, a po chwili jej koleżanki już
nie było.
Westchnęła i
podeszła do baru, gdzie obsługiwała bardzo młoda, atrakcyjna barmanka.
- Kremowe piwo, poproszę.
Gdy otrzymała co
zamówiła, odwróciła się i cały kufel piwa wylądował na jej bluzce. Usłyszała
śmiech, który w ostatnim czasie ciągle ją prześladował. Miała ochotę rozbić
temu napuszonemu arystokracie puste naczynie na głowie.
- Black! – słysząc swoje nazwisko uśmiechnął się szeroko, co
wyprowadziło Krukonkę z równowagi jeszcze bardziej. – Przestań mnie
prześladować!
- Skarbie, to ty cały czas na mnie wpadasz. – puścił do niej oczko. –
Ale niech ci będzie. Napiję się z tobą, skoro tak bardzo chcesz. – Howells aż
się zapowietrzyła. Jaki on jest bezczelny! – Rosmerto, moja droga, dwa kremowe
piwa, bardzo proszę. – barmanka z ogromnym rumieńcem postawiła przed nimi
kufle. - Chodź, tam jest wolne miejsce. – i nie czekając na jej reakcję ruszył
w stronę stolika w kącie pubu.
Vicky się
zawahała, ale w nadziei, że dzięki temu młodszy z Blacków da jej w końcu
spokój, poszła z ociąganiem za nim.
Ruby i Phoebe
wyszły z Miodowego Królestwa i zobaczyły, że James i Lily znikają za zakrętem.
- Pewnie idą do herbaciarni u pani Puddifoot. – Ruby uśmiechnęła się
szeroko. – Kto by pomyślał, że nasza Lilka w końcu się złamie.
- Każdy? – jej siostra spojrzała na nią jak na idiotkę.
- No dobra, masz rację. –
machnęła lekceważąco ręką. – Musimy chyba iść do Trzech Mioteł, Vicky pewnie
już czeka i się denerwuje, że się spóźniamy.
- A gdzie jest Remus? Nie widziałam go nigdzie.
- Został w Hogwarcie. Powiedział, że nie ma ochoty patrzeć na każdym
zakręcie na gębę Blacka. Peter sam był w Miodowym Królestwie.
- O wilku mowa. – Phoebe wskazała ręką na parkę, która szła przed
nimi. Syriusz i Jasmine obejmowali się, a dziewczyna wpatrywała się w Huncwota
jak urzeczona.
- Puchonki są jakieś takie tępe, nie? – Ruby zachichotała widząc minę
siostry.
- Julia jest w Hufflepuffie.
- I inteligencją nie grzeszy. Jest po prostu miła.
Phoebe
postanowiła tego nie komentować i już miały wejść do pubu, ale para zatrzymała
się w drzwiach.
- Idź, baranie. Blokujesz przejście. – Ruby zdzieliła Blacka po
głowie, na co ten odwrócił się gwałtownie, a w jego oczach ujrzała taką furię,
że aż się cofnęła o krok.
Nie powiedział
ani słowa, tylko odszedł szybko, zostawiając równie zaskoczoną Jasmine.
- Co mu odbiło? – Ruby była wstrząśnięta.
- Nie wiem. Wchodziliśmy, wszystko było dobrze, a później nagle się
zatrzymał i…
- O Merlinie… - Phoebe chwyciła się framugi, a oczy wychodziły jej z
orbit.
Jej siostra
podążyła za jej wzrokiem i aż sapnęła. Przy jednym ze stolików siedział nie kto
inny, ale Vicky! I to z kim – z Regulusem Blackiem we własnej osobie. Zerkała
na niego buntowniczo, a on uśmiechał się kpiąco, ale nadal siedzieli przy
jednym stoliku.
- To wszystko jasne. – mruknęła Ruby. – Jasmine, lepiej idź za
Blackiem. Myślę, że ktoś musi skontrolować czy nic sobie ten jełop nie zrobi.
Patil spojrzała
na nią przerażona i odbiegła nie zadając dodatkowych pytań. Siostry Marshall
weszły w końcu do pubu i zamówiły kremowe piwo, a chwilę później zajęły jeden
ze stolików.
Vicky patrzyła na
Regulusa spode łba. Nie wiedziała jaki czort ją podkusił, by się zgodziła z nim
usiąść. Był bezczelny, zbyt pewny siebie, narcystyczny… Dupek. Ściskała kufel w
rękach i całą siłą woli powstrzymywała się od zdzielenia go nim. Nagle Black
odchrząknął i utkwił w niej spojrzenie.
- Przed chwilą chyba ktoś był niezbyt zadowolony naszym spotkaniem. –
uśmiechnął się kpiąco.
- Sama nie jestem nim zadowolona. – burknęła Howells. – Czekam na
przyjaciółki.
- Tak? To ciekawe, że siedzą tutaj już dziesięć minut, a ciebie nadal
nie ma z nimi. – jego uśmiech poszerzył się jeszcze bardziej. Merlinie, jaki on
jest irytujący.
Dopiero po chwili dotarło do niej co powiedział.
Rozejrzała się szybko dookoła, ale nie zobaczyła nigdzie przyjaciółek.
Spojrzała na niego z mordem w oczach, a on machnął ręką.
- Są za kolumną. – już miała wstać, ale coś w jego oczach ją
powstrzymało. – Nie ciekawi cię kto nas tutaj zobaczył?
- Zapewne już połowa Hogwartu. I teraz będę pośmiewiskiem. – Krukonka
podniosła lewą brew. – Kto normalny by się zadawał ze Ślizgonem.
Z satysfakcją
zauważyła, że ta uwaga go lekko dotknęła. Uśmiechnęła się pod nosem, na co ten
najeżył się jak szpiczak.
- Och, a niby dla mnie to zaszczyt siedzieć tutaj z jakąś szurniętą
Krukonką? – szybko wrócił do siebie i próbował odzyskać przewagę. – W każdym
razie, przed chwilą w tamtych drzwiach – wskazał na wejście do pubu. – stał mój
kochany braciszek. – Howells nie dała po sobie nic poznać. – Gdy zobaczył nas
razem, to się troszkę zdenerwował. Zostawił swoją nową lalunię i poszedł. –
uśmiechał się chytrze widząc jak Vicky się czerwieni, ale zupełnie niepoprawnie
to odczytując.
- On. Miał czelność. Się zdenerwować. Na nasz widok? – mówiła
niebezpiecznie cichym głosem powoli podnosząc się z krzesła. – Jest ostatnią
osobą, która mogłaby mi mówić z kim mogę, a z kim nie mogę się spotykać. –
syknęła z takim jadem, że przypominała w tamtym momencie Regulusowi węża.
Na jej słowa
uśmiechnął się tak szeroko, że miała wrażenie, że policzki mu pękną, ale
troszkę zbiła ją z tropu ta reakcja.
- A więc teraz się spotykamy? – poruszył sugestywnie brwiami.
Prychnęła
rozjuszona, chwyciła swój kufel i zaczęła iść w kierunku, gdzie powinny
siedzieć siostry Marshall. W pewnym momencie odwróciła się i uśmiechnęła
słodko.
- Pieprz się, Black. – zarzuciła włosami i odeszła, pozostawiając go w
stanie dziwnego rozbawienia i podniecenia.
Bliźniaczki
patrzyły na zbliżającą się przyjaciółkę z coraz większym zainteresowaniem. Gdy
opadła na puste krzesło między nimi, ledwo były w stanie wysiedzieć z emocji.
Ona jednak uparcie nic nie mówiła, mając nadzieję, że dadzą sobie spokój. W
końcu jednak Ruby odchrząknęła głośno i Vicky stwierdziła, że nie ma sensu
milczeć.
- Cały czas za mną łazi. Usiadłam z nim dla świętego spokoju, żeby nie
odstawił tutaj szopki. – siostry spojrzały na siebie znacząco.
- Regulus jest przystojny. – Ruby uśmiechnęła się lubieżnie.
- Ale ty jesteś głupia… - Howells westchnęła wywołując śmiech u
przyjaciółek.
James i Lily
weszli do Trzech Mioteł i dopiero wtedy puścili swoje ręce, jednak Howells i
siostry Marshall swymi bystrymi oczami to dostrzegły. Podeszli do baru,
zamówili piwo kremowe i usiedli przy stoliku, przy którym wcześniej siedział
pewien Ślizgon z Krukonką.
- Ciekawe co się stało Syriuszowi, był taki wzburzony jak nas mijał… -
Evans zastanawiała się na głos.
Upiła łyk piwa, a pianka przyczepiła jej się nad
ustami tworząc komicznego wąsa. Potter parsknął śmiechem i delikatnie starł ją
kciukiem, sprawiając, że dziewczynie zakwitły czerwone plamy na szyi.
- Nie wiem, ale cokolwiek by to nie było, musiało być naprawdę
wstrząsające.
Lily z
zamyśleniem pokiwała głową, wpatrując się we wnętrze swojego kufla. W pewnym
momencie podniosła wzrok i zauważyła, że chłopak jej się przygląda.
- Co tak patrzysz? – zaczerwieniła się.
- Bo jest na co. – uśmiechnął się szeroko, na widok jej bordowych
uszu.
Zaśmiał się radośnie i poczochrał kruczoczarne
włosy.
Dzień dobiegał już końca, a uczniowie Hogwartu wrócili
z wycieczki do Hogsmeade. James Potter wkroczył do Pokoju Wspólnego cały w
skowronkach, z Lily Evans u boku. Odprowadził ją pod schody prowadzące do jej
dormitorium i pomasował się zakłopotany po karku.
- Dziękuję za dzisiaj. – odezwał się drżącym głosem.
- Ja też dziękuję. – Lily uśmiechnęła się pięknie, po czym wspięła się
na palce i pocałowała go delikatnie w policzek. – Dobranoc, James.
Po tych słowach
zniknęła na schodach, a on wyrzucił ręce w górę w geście zwycięstwa.
- TAK! – krzyknął, na co Gryfoni obecni w Pokoju Wspólnym spojrzeli na
niego z rozbawieniem.
Rozejrzał się
dookoła i zobaczył osobę, której szukał. Zarzucił jej ręce na szyje od tyłu.
- Łapciu, jaki piękny dziś dzień! – zaśpiewał mu do ucha, za co dostał
łokciem w ramię. – Ała! Co z tobą?
- Spieprzaj, Rogacz. – warknął Syriusz zirytowany, wstając.
- Co się z tobą dzieje? Gdzie ty idziesz? – krzyknął widząc, że idzie
do portretu Grubej Damy.
- Zabić pewnego członka mojej nienormalnej rodziny.
Syriusz dobiegł
do lochów i miał wrażenie, że w żyłach płynie mu lawa zamiast krwi. Zatrzymał
się przed ścianą, za którą znajduje się Pokój Wspólny Ślizgonów i dopiero wtedy
zaczął się zastanawiać jak się tam dostanie.
- Czysta krew. – warknął, ale nic się nie wydarzyło. – Nienawidzę
Gryffindoru! Zabić mugoli i szlamy! Czarny Pan górą! Regulus Black to
największy dupek w tej szkole! – wrzeszczał tak, aż w końcu walnął pięścią w mur
i usłyszał nieprzyjemne chrupnięcie. Gdyby nie to, że był tak wzburzony, pewnie
krzyknąłby z bólu.
Chodził tak przed
wejściem przez kilka minut, aż usłyszał, że ktoś się zbliża. Na horyzoncie
pojawiły się dwie Ślizgonki z czwartego roku – Amanda Flyers i Joanna Hastings.
Doskoczył do nich z obłędem w oczach i cicho powiedział, żeby natychmiast
zawołały jego brata. Wystraszone weszły do Pokoju Wspólnego (hasło brzmiało „Sprytny umysł”), a chwilę później na
korytarz wyszedł Regulus w rozpiętej koszuli z krawatem przerzuconym przez
ramię. Uśmiechał się kpiąco, co tylko zdenerwowało Syriusza jeszcze bardziej.
- Czemuż to doświadczam tego zaszczytu, że mój niesamowity, prawy,
starszy brat mnie odwiedza?
Łapa doskoczył do
niego i zdrową ręką chwycił za szyję i przycisnął do ściany.
- Jeśli tkniesz Vicky albo chociaż na nią jeszcze raz spojrzysz, to
przysięgam, nie ręczę za siebie.
- Stary, uspokój się. – Regulus podniósł ręce w obronnym geście. – Do
niczego jej nie zmuszam. Wpadamy po prostu ostatnio na siebie.
- Nie obchodzi mnie jak to wychodzi, masz przestać przebywać w jej
pobliżu.
- Bo co? – zakpił młodszy z Blacków. – Zabronisz mi czegoś? Albo JEJ?
Myślisz, że cię posłucha? Jeśli uważasz, że tak, to dlaczego przybiegłeś tutaj,
a nie sterczysz pod Wieżą Ravenclawu?
- Nie zadawaj głupich pytań. – Syriusz czuł coraz większą panikę, bo
zdawał sobie sprawę, że jego głupi brat ma rację.
- Widzisz, braciszku, jednak nie wszystko sobie tak dokładnie
przemyślałeś. Myślałeś, że mnie nastraszysz? – kontynuował mimo coraz mocniej
zaciskającej się na jego gardle dłoni. – Cóż, nie udało ci się. Może jeszcze
kiedyś na siebie wpadniemy. A ja nie mam zamiaru udawać, że jej nie widzę. –
Regulus odtrącił rękę brata i wypowiedział hasło do Pokoju Wspólnego.
Już prawie
zniknął za drzwiami, ale jeszcze się odwrócił i uśmiechnął szeroko do Syriusza.
- Swoją drogą, świetna z niej laska. Szkoda dla ciebie, że woli
młodszego z Blacków. – i zniknął zanim do jego brata dotarł sens tych słów.

