poniedziałek, 27 listopada 2017

Rozdział 15

Niech wracają gnić w lochach.

- Potter podobno cały czas jest w szpitalu.
- Słyszałam, że mają go przewieźć do Świętego Munga.
- Uszkodziło mu mózg!
- Kto wysłał tego tłuczka?
- W Mungu i tak podobno nie dadzą rady go wyleczyć…
                Regulus słuchał tej paplaniny i miał już dość. Leżał na kanapie w Pokoju Wspólnym Slytherinu, z zamkniętymi oczami i głową na kolanach Cindy Wright. Ile można rozwodzić się nad wypadkiem? Pottera trafił tłuczek, wielka sprawa. Zaraz będzie zdrowy jak ryba, ale oczywiście plotki już krążą po szkole. Podniósł się, a oczy Cindy i jej przyjaciółek od razu skierowały się na niego. Zirytowało go to trochę, ale postanowił tego w żaden sposób nie komentować.
- Idę do biblioteki. – stwierdził po prostu i poszedł do dormitorium po książki.
                Gdy wrócił, grupka dziewczyn i chłopaków już stała gotowa. Popatrzył na nich z uniesionymi brwiami, czekając na wyjaśnienia.
- Stwierdziliśmy, że pójdziemy z tobą. – Cindy uśmiechnęła się pięknie.
- Musimy odrobić zadania i tak. – Lisa odrzuciła swoje długie, blond włosy na plecy, a Amycus wpatrywał się w nią jak w obrazek.
- Carrow, co się tak gapisz? – Regulus uśmiechnął się lekko widząc, że Alecto szybko zerka na brata.
- Lisa i tak by na ciebie nawet nie spojrzała, pacanie. – syknęła do niego jadowicie, nie zauważając, że blondynka spogląda na chłopaka z widoczną sympatią.
                Black ruszył w stronę drzwi wyjściowych w nadziei, że nie zauważą i będzie miał spokój, ale Cindy od razu się zerwała i pobiegła za nim, a reszta za nią. Szli z lochów na piąte piętro, a Regulus cały czas pluł sobie w brodę, że nie może się ich pozbyć. W końcu stanął przed drzwiami biblioteki i odwrócił się do nich.
- Tam jest dużo ludzi, którzy naprawdę lubią się uczyć. – popatrzyli na niego z uniesionymi brwiami. – Nie wolicie odrabiać lekcji w lochach?
- Och, daj spokój. – Wright warknęła poirytowana i weszła pierwsza do pomieszczenia.
                Nie rozumiała, dlaczego od jakiegoś czasu Regulus zachowywał się tak dziwnie. Ciągle gdzieś się wymykał, chodził na spacery po szkole, kręcił się w okolicach biblioteki. Nie mogła pozwolić, żeby wymknął jej się z rąk, w końcu próbowała go usidlić od dwóch lat. Musiała dowiedzieć się, co tak nagle wpłynęło na Blacka.

                Vicky siedziała przy jednym ze stolików w bibliotece razem z Remusem i Phoebe. Była w trakcie pisania wypracowania na obronę przed czarną magią, gdy drzwi się otworzyły. Podniosła głowę i widząc grupkę Ślizgonów wróciła do eseju. Usiedli przy stoliku obok nich, a dziewczyny, które się pojawiły, były bardzo głośne i skutecznie uniemożliwiały skupienie się. Howells potrząsnęła głową i zobaczyła, że Marshall wpatruje się w grupę z nienawiścią.
- Co oni do cholery… przyszli sobie pogadać?! – Phoebe cała się zatrzęsła. – Mam cztery wypracowania do napisania. Niech wracają gnić w lochach.
- Wiesz, każdy może tu przyj… - Remus urwał, widząc skierowany na niego wzrok blondynki.
- Myślałam, że Regulus jest bardziej odpowiedzialny i byłby w stanie zapanować nad tą bandą, ale cóż. – z irytacją podrapała się po bliźnie, a Vicky spojrzała na Ślizgonów tak szybko, że aż ją kark rozbolał.
                Faktycznie. Był. Patrzył znudzony na najgłośniejszą z dziewczyn i lekko się uśmiechał. Wszystko w Howells się zagotowało i miała ochotę wyrwać jej wszystkie włosy. Przecież jak będzie tak krzyczeć, to nigdy nie odrobi tych zadań! Odchrząknęła.
- Phoebe, Remus, spójrzcie. – powiedziała bardzo głośno. – Bydło wypuścili z lochów i nie potrafią się zachować w cywilizowanym świecie.
                Gryfoni spojrzeli na nią zaskoczeni, ale już po chwili schowali nosy w książki, żeby nie zacząć się głośno śmiać. Ślizgoni natomiast umilkli i wlepili w nią pełen pogardy wzrok.
- Mówisz o nas, Kujonko? – warknęła Cindy, a Regulus miał ochotę uderzyć głową w stół.
- Nie, skąd. – głos Vicky był przesycony sarkazmem.
- A ja myślę, że chyba jednak tak. – Wright zrobiła się cała czerwona, a Phoebe zaczęła się trząść od ledwie powstrzymywanego śmiechu.
- Przepraszam, co robisz? – zapytała uprzejmie Krukonka, odwracając się w jej stronę.
- Coś ty taka niemiła, Howells? – Regulus wyszczerzył zęby, obejmując ramieniem Cindy, która spojrzała na niego szybko.
- Skąd ją znasz, Regi?
                Vicky miała kamienną twarz, ale w środku skręcało ją ze śmiechu przez to zdrobnienie.
- Oblała mnie kiedyś kremowym piwem w Hogsmeade. – nie spuszczał z niej wzroku.
- Tyle dobra zmarnowanego na ciebie… Regi. – Vicky uśmiechnęła się szeroko, widząc jak jego twarz tężeje.
- Hej! – Cindy wyglądała, jakby chciała wstać z miejsca. – Tylko ja mogę tak na niego mówić.
- Och, wybacz. Twój chłopak musi mieć z tobą naprawdę przykre życie.
                Ślizgonka patrzyła na nią z wyraźną nienawiścią. Dotknęła policzka Regulusa zmuszając go, by na nią spojrzał.
- Zrób coś, ona mnie obraża.
- Sama sobie świetnie radzisz. – Black za nic nie odpuściłby sobie takiego widowiska.
                Vicky wróciła do swojego eseju, stwierdzając, że nie ma więcej ochoty na dyskusje, jednak chwilę później grupka ze Slytherinu znów zaczęła być głośno.
- Nie no, to chyba jakiś żart. – podniosła głowę i znów na nich spojrzała. – Po cholerę tu przyszliście?
- Możemy siedzieć gdzie chcemy. – oczywiście od razu odezwała się Cindy.
- Przestań kłapać dziobem, tutaj ludzie chcą się uczyć. – Phoebe też już traciła panowanie nad sobą.
- Ej, odwal się, co?
- Co tu się dzieje?! – nagłe pojawienie się pani Pince skutecznie wszystkich uciszyło.
- Nic takiego, tylko Ślizgoni krzyczą i nie pozwalają nam się uczyć. – Remus machnął lekceważąco ręką.
- WON MI STĄD! ALE JUŻ! – krzyknęła bibliotekarka i wygoniła Regulusa z resztą bandy.
- Nareszcie spokój. – mruknęła zadowolona Vicky.
                Phoebe i Lupin wymienili znaczące spojrzenia i biorąc przykład z przyjaciółki, wrócili do swoich prac. Chociaż Krukonka wydawała się być bardzo skupiona, to myślała jednak o grupce, która jeszcze przed chwilą siedziała obok nich. Pierwszy raz zdała sobie tak naprawdę sprawę z tego, że Regulus jest Ślizgonem, a jego znajomi to dupki. O koleżankach już nie wspominając. Cindy Wright była ucieleśnieniem dziewczyny ze Slytherinu. No, może tylko rozumu jej brakowało. Jeszcze nigdy Vicky nie czuła takiej dumy, że została przydzielona do Ravenclaw.

- Phoebe, czemu Ruby nie ma z nami? – zapytała Howells zdając sobie nagle sprawę z nieobecności jednej z bliźniaczek. Marshall prychnęła.
- Nawet mnie nie denerwuj. – warknęła.
                Remus spojrzał na nie z zainteresowaniem. Blondynka westchnęła.
- Ma randkę. – jęknęła.
                Vicky zamrugała szybko oczami, a Lupin uśmiechnął się lekko.
- Z kim?
- Z Milesem Turnerem…
- Z Hufflepuffu?! – Krukonka patrzyła na Phoebe z niedowierzaniem.
- Dokładnie tak… Całkiem fajny…
- Ale z Hufflepuffu!
- I co z tego? – Lupin czuł się bardzo zagubiony.
- Jak to co?! Ona szuka chłopaka czy ziemniaka? – Vicky patrzyła na nich z politowaniem, gdy w połowie leżąc na stole, zwijali się ze śmiechu.


                Dwie godziny później siedziała już sama nad podręcznikami. Phoebe i Remus poszli jakiś czas wcześniej, nie mogąc już wytrzymać natłoku wiedzy. W końcu ona również odłożyła pióro i przetarła zmęczone oczy dłonią. Spróbowała odczytać godzinę na zegarze wiszącym na ścianie, ale wszystko jej się rozmazywało. To znak, że ma dość. Albo że naprawdę potrzebuje okularów. Spakowała swoje rzeczy i wyszła z biblioteki. Na korytarzu ktoś już na nią czekał.
- No w końcu, ile można się uczyć. – Regulus uśmiechał się szeroko, a z poluzowanym krawatem i opierając się o ścianę, wyglądał niesamowicie pociągająco.
- Co tutaj robisz, Regi? – zakpiła Vicky, wymijając go.
- Czekam na pewną bardzo nieznośną Krukonkę. – już szedł obok niej, z rękami w kieszeniach.
- Twoja dziewczyna ci na to pozwala?
- Cindy nie jest moją dziewczyną. – chwycił ją za ramię, zmuszając, żeby się zatrzymała.
- Och, wybacz. – podeszła do niego, obejmując go w taki sposób, że zrobiło mu się gorąco. – Ja też przytulam swoich znajomych cały czas. Widziałeś jak z Remusem byliśmy do siebie przyklejeni?
                Odsunęła się od niego i ruszyła dalej. Stał tak chwilę, nie mogąc pozbierać myśli. Gdy w końcu ochłonął, była już przy końcu korytarza. Pobiegł za nią.
- A co, jesteś zazdrosna? – uśmiechnął się, a ona wywróciła oczami.
- Tak, strasznie.
- O mnie?
- Nie, o tego gnoma, który mi się zalęgnął w ogrodzie, podczas gdy tam nie mieszkałam.
                Skręciła tak nagle, że Black prawie się przewrócił, podążając za nią.
- Mogę ci pomóc się go pozbyć. – zaoferował się. – Skoro sama sobie nie radzisz.
- Spokojnie. Już go nie ma. Chyba, że przyszedł jakiś nowy. – zamyśliła się. – Normalnie rodzice by się tym zajęli. – posmutniała. – Będę miała dużo pracy jak wrócę.
                Coś się w nim ruszyło, widząc jej minę. Usta ułożyła w drżący dziubek, a oczy zaszły jej mgłą i już chciał ją przytulić, gdy potrząsnęła mocno głową i spojrzała na niego, zatrzymując się.
- Lepiej wracaj do Cindy. – powiedziała poważnie.
- Rozbija się, a jest całe? – zapytała kołatka w kształcie orła.
Nawet nie zauważył, że są już pod Pokojem Wspólnym Ravenclaw.
- Namiot. – odpowiedziała i spojrzała pod jego stopy. – Asgard! – chwyciła kota na ręce. – Nie ocieraj się o niego, bo Cindy zauważy sierść i nasz znajomy będzie miał kłopoty. – po czym odwróciła się na pięcie i zniknęła za drzwiami.
               

                Syriusz leżał na łóżku w dormitorium Jasmine. Dziewczyna kreśliła palcem kółka na jego piersi i wpatrywała się w niego zauroczona. Była naprawdę bardzo ładna. Bardzo, bardzo ładna. Ale nawet ona nie była w stanie odciągnąć jego myśli od Vicky. Wpadał powoli w paranoję rozmyślając czy aby przypadkiem nie widzi się z jego bratem, czy razem nie spacerują, czy… odepchnął od siebie te wizje.
- O czym myślisz? – zapytała Jasmine sprowadzając go na ziemię.
Spojrzał jej w oczy i uśmiechnął się po huncwocku.
- O tym, jak bardzo mi się podobasz. – nachylił się, żeby ją pocałować, jednak ona odsunęła się lekko.
- No nie wiem, masz jakiś dziwnie nieobecny wzrok. – mruknęła powątpiewająco.
- Wydaje ci się. – wpił się w jej usta, żeby dalej nie drążyła tematu.
W pewnym momencie poczuł jak zaczęła rozpinać guziki jego koszuli i w pierwszym odruchu chciał jej przerwać, ale przecież chyba może się trochę zabawić?







Przepraszam za długą nieobecność. 
Przy zakładaniu bloga obawiałam się, że może pojawić się moment, gdy poczuję na sobie jakąś presję, że trzeba publikować nowe rozdziały w regularnych odstępach czasowych, no i oczywiście zjadła mnie...
Opowiadanie piszę cały czas, o to nie ma się co martwić. 
Postaram się więcej nie znikać bez żadnych wyjaśnień.
Na pewno nie zostawię tego opowiadania bez zakończenia, mam duży plan i ambicję, by go zrealizować.