- Potter podobno cały czas jest w szpitalu.
- Słyszałam, że mają go przewieźć do Świętego Munga.
- Uszkodziło mu mózg!
- Kto wysłał tego tłuczka?
- W Mungu i tak podobno nie dadzą rady go wyleczyć…
Regulus słuchał
tej paplaniny i miał już dość. Leżał na kanapie w Pokoju Wspólnym Slytherinu, z
zamkniętymi oczami i głową na kolanach Cindy Wright. Ile można rozwodzić się
nad wypadkiem? Pottera trafił tłuczek, wielka sprawa. Zaraz będzie zdrowy jak
ryba, ale oczywiście plotki już krążą po szkole. Podniósł się, a oczy Cindy i
jej przyjaciółek od razu skierowały się na niego. Zirytowało go to trochę, ale
postanowił tego w żaden sposób nie komentować.
- Idę do biblioteki. – stwierdził po prostu i poszedł do dormitorium
po książki.
Gdy wrócił,
grupka dziewczyn i chłopaków już stała gotowa. Popatrzył na nich z uniesionymi
brwiami, czekając na wyjaśnienia.
- Stwierdziliśmy, że pójdziemy z tobą. – Cindy uśmiechnęła się
pięknie.
- Musimy odrobić zadania i tak. – Lisa odrzuciła swoje długie, blond
włosy na plecy, a Amycus wpatrywał się w nią jak w obrazek.
- Carrow, co się tak gapisz? – Regulus uśmiechnął się lekko widząc, że
Alecto szybko zerka na brata.
- Lisa i tak by na ciebie nawet nie spojrzała, pacanie. – syknęła do
niego jadowicie, nie zauważając, że blondynka spogląda na chłopaka z widoczną
sympatią.
Black ruszył w
stronę drzwi wyjściowych w nadziei, że nie zauważą i będzie miał spokój, ale
Cindy od razu się zerwała i pobiegła za nim, a reszta za nią. Szli z lochów na
piąte piętro, a Regulus cały czas pluł sobie w brodę, że nie może się ich
pozbyć. W końcu stanął przed drzwiami biblioteki i odwrócił się do nich.
- Tam jest dużo ludzi, którzy naprawdę lubią się uczyć. – popatrzyli
na niego z uniesionymi brwiami. – Nie wolicie odrabiać lekcji w lochach?
- Och, daj spokój. – Wright warknęła poirytowana i weszła pierwsza do
pomieszczenia.
Nie rozumiała,
dlaczego od jakiegoś czasu Regulus zachowywał się tak dziwnie. Ciągle gdzieś
się wymykał, chodził na spacery po szkole, kręcił się w okolicach biblioteki.
Nie mogła pozwolić, żeby wymknął jej się z rąk, w końcu próbowała go usidlić od
dwóch lat. Musiała dowiedzieć się, co tak nagle wpłynęło na Blacka.
Vicky siedziała
przy jednym ze stolików w bibliotece razem z Remusem i Phoebe. Była w trakcie
pisania wypracowania na obronę przed czarną magią, gdy drzwi się otworzyły.
Podniosła głowę i widząc grupkę Ślizgonów wróciła do eseju. Usiedli przy
stoliku obok nich, a dziewczyny, które się pojawiły, były bardzo głośne i skutecznie
uniemożliwiały skupienie się. Howells potrząsnęła głową i zobaczyła, że
Marshall wpatruje się w grupę z nienawiścią.
- Co oni do cholery… przyszli sobie pogadać?! – Phoebe cała się
zatrzęsła. – Mam cztery wypracowania do napisania. Niech wracają gnić w
lochach.
- Wiesz, każdy może tu przyj… - Remus urwał, widząc skierowany na
niego wzrok blondynki.
- Myślałam, że Regulus jest bardziej odpowiedzialny i byłby w stanie
zapanować nad tą bandą, ale cóż. – z irytacją podrapała się po bliźnie, a Vicky
spojrzała na Ślizgonów tak szybko, że aż ją kark rozbolał.
Faktycznie. Był.
Patrzył znudzony na najgłośniejszą z dziewczyn i lekko się uśmiechał. Wszystko
w Howells się zagotowało i miała ochotę wyrwać jej wszystkie włosy. Przecież
jak będzie tak krzyczeć, to nigdy nie odrobi tych zadań! Odchrząknęła.
- Phoebe, Remus, spójrzcie. – powiedziała bardzo głośno. – Bydło
wypuścili z lochów i nie potrafią się zachować w cywilizowanym świecie.
Gryfoni spojrzeli
na nią zaskoczeni, ale już po chwili schowali nosy w książki, żeby nie zacząć
się głośno śmiać. Ślizgoni natomiast umilkli i wlepili w nią pełen pogardy
wzrok.
- Mówisz o nas, Kujonko? – warknęła Cindy, a Regulus miał ochotę
uderzyć głową w stół.
- Nie, skąd. – głos Vicky był przesycony sarkazmem.
- A ja myślę, że chyba jednak tak. – Wright zrobiła się cała czerwona,
a Phoebe zaczęła się trząść od ledwie powstrzymywanego śmiechu.
- Przepraszam, co robisz? – zapytała uprzejmie Krukonka, odwracając
się w jej stronę.
- Coś ty taka niemiła, Howells? – Regulus wyszczerzył zęby, obejmując
ramieniem Cindy, która spojrzała na niego szybko.
- Skąd ją znasz, Regi?
Vicky miała
kamienną twarz, ale w środku skręcało ją ze śmiechu przez to zdrobnienie.
- Oblała mnie kiedyś kremowym piwem w Hogsmeade. – nie spuszczał z
niej wzroku.
- Tyle dobra zmarnowanego na ciebie… Regi. – Vicky uśmiechnęła się
szeroko, widząc jak jego twarz tężeje.
- Hej! – Cindy wyglądała, jakby chciała wstać z miejsca. – Tylko ja
mogę tak na niego mówić.
- Och, wybacz. Twój chłopak musi mieć z tobą naprawdę przykre życie.
Ślizgonka
patrzyła na nią z wyraźną nienawiścią. Dotknęła policzka Regulusa zmuszając go,
by na nią spojrzał.
- Zrób coś, ona mnie obraża.
- Sama sobie świetnie radzisz. – Black za nic nie odpuściłby sobie
takiego widowiska.
Vicky wróciła do
swojego eseju, stwierdzając, że nie ma więcej ochoty na dyskusje, jednak chwilę
później grupka ze Slytherinu znów zaczęła być głośno.
- Nie no, to chyba jakiś żart. – podniosła głowę i znów na nich
spojrzała. – Po cholerę tu przyszliście?
- Możemy siedzieć gdzie chcemy. – oczywiście od razu odezwała się
Cindy.
- Przestań kłapać dziobem, tutaj ludzie chcą się uczyć. – Phoebe też
już traciła panowanie nad sobą.
- Ej, odwal się, co?
- Co tu się dzieje?! – nagłe pojawienie się pani Pince skutecznie
wszystkich uciszyło.
- Nic takiego, tylko Ślizgoni krzyczą i nie pozwalają nam się uczyć. –
Remus machnął lekceważąco ręką.
- WON MI STĄD! ALE JUŻ! – krzyknęła bibliotekarka i wygoniła Regulusa
z resztą bandy.
- Nareszcie spokój. – mruknęła zadowolona Vicky.
Phoebe i Lupin
wymienili znaczące spojrzenia i biorąc przykład z przyjaciółki, wrócili do
swoich prac. Chociaż Krukonka wydawała się być bardzo skupiona, to myślała
jednak o grupce, która jeszcze przed chwilą siedziała obok nich. Pierwszy raz
zdała sobie tak naprawdę sprawę z tego, że Regulus jest Ślizgonem, a jego
znajomi to dupki. O koleżankach już nie wspominając. Cindy Wright była
ucieleśnieniem dziewczyny ze Slytherinu. No, może tylko rozumu jej brakowało.
Jeszcze nigdy Vicky nie czuła takiej dumy, że została przydzielona do
Ravenclaw.
- Phoebe, czemu Ruby nie ma z nami? – zapytała Howells zdając sobie
nagle sprawę z nieobecności jednej z bliźniaczek. Marshall prychnęła.
- Nawet mnie nie denerwuj. – warknęła.
Remus spojrzał na
nie z zainteresowaniem. Blondynka westchnęła.
- Ma randkę. – jęknęła.
Vicky zamrugała
szybko oczami, a Lupin uśmiechnął się lekko.
- Z kim?
- Z Milesem Turnerem…
- Z Hufflepuffu?! – Krukonka patrzyła na Phoebe z niedowierzaniem.
- Dokładnie tak… Całkiem fajny…
- Ale z Hufflepuffu!
- I co z tego? – Lupin czuł się bardzo zagubiony.
- Jak to co?! Ona szuka chłopaka czy ziemniaka? – Vicky patrzyła na
nich z politowaniem, gdy w połowie leżąc na stole, zwijali się ze śmiechu.
Dwie godziny
później siedziała już sama nad podręcznikami. Phoebe i Remus poszli jakiś czas
wcześniej, nie mogąc już wytrzymać natłoku wiedzy. W końcu ona również odłożyła
pióro i przetarła zmęczone oczy dłonią. Spróbowała odczytać godzinę na zegarze
wiszącym na ścianie, ale wszystko jej się rozmazywało. To znak, że ma dość.
Albo że naprawdę potrzebuje okularów. Spakowała swoje rzeczy i wyszła z
biblioteki. Na korytarzu ktoś już na nią czekał.
- No w końcu, ile można się uczyć. – Regulus uśmiechał się szeroko, a
z poluzowanym krawatem i opierając się o ścianę, wyglądał niesamowicie
pociągająco.
- Co tutaj robisz, Regi? – zakpiła Vicky, wymijając go.
- Czekam na pewną bardzo nieznośną Krukonkę. – już szedł obok niej, z
rękami w kieszeniach.
- Twoja dziewczyna ci na to pozwala?
- Cindy nie jest moją dziewczyną. – chwycił ją za ramię, zmuszając,
żeby się zatrzymała.
- Och, wybacz. – podeszła do niego, obejmując go w taki sposób, że
zrobiło mu się gorąco. – Ja też przytulam swoich znajomych cały czas. Widziałeś
jak z Remusem byliśmy do siebie przyklejeni?
Odsunęła się od
niego i ruszyła dalej. Stał tak chwilę, nie mogąc pozbierać myśli. Gdy w końcu
ochłonął, była już przy końcu korytarza. Pobiegł za nią.
- A co, jesteś zazdrosna? – uśmiechnął się, a ona wywróciła oczami.
- Tak, strasznie.
- O mnie?
- Nie, o tego gnoma, który mi się zalęgnął w ogrodzie, podczas gdy tam
nie mieszkałam.
Skręciła tak
nagle, że Black prawie się przewrócił, podążając za nią.
- Mogę ci pomóc się go pozbyć. – zaoferował się. – Skoro sama sobie
nie radzisz.
- Spokojnie. Już go nie ma. Chyba, że przyszedł jakiś nowy. –
zamyśliła się. – Normalnie rodzice by się tym zajęli. – posmutniała. – Będę
miała dużo pracy jak wrócę.
Coś się w nim
ruszyło, widząc jej minę. Usta ułożyła w drżący dziubek, a oczy zaszły jej mgłą
i już chciał ją przytulić, gdy potrząsnęła mocno głową i spojrzała na niego,
zatrzymując się.
- Lepiej wracaj do Cindy. – powiedziała poważnie.
- Rozbija się, a jest całe? – zapytała kołatka w kształcie orła.
Nawet nie zauważył, że są już pod Pokojem Wspólnym
Ravenclaw.
- Namiot. – odpowiedziała i spojrzała pod jego stopy. – Asgard! –
chwyciła kota na ręce. – Nie ocieraj się o niego, bo Cindy zauważy sierść i
nasz znajomy będzie miał kłopoty. – po czym odwróciła się na pięcie i zniknęła
za drzwiami.
Syriusz leżał na
łóżku w dormitorium Jasmine. Dziewczyna kreśliła palcem kółka na jego piersi i
wpatrywała się w niego zauroczona. Była naprawdę bardzo ładna. Bardzo, bardzo
ładna. Ale nawet ona nie była w stanie odciągnąć jego myśli od Vicky. Wpadał
powoli w paranoję rozmyślając czy aby przypadkiem nie widzi się z jego bratem,
czy razem nie spacerują, czy… odepchnął od siebie te wizje.
- O czym myślisz? – zapytała Jasmine sprowadzając go na ziemię.
Spojrzał jej w oczy i uśmiechnął się po huncwocku.
- O tym, jak bardzo mi się podobasz. – nachylił się, żeby ją
pocałować, jednak ona odsunęła się lekko.
- No nie wiem, masz jakiś dziwnie nieobecny wzrok. – mruknęła
powątpiewająco.
- Wydaje ci się. – wpił się w jej usta, żeby dalej nie drążyła tematu.
W pewnym momencie poczuł jak zaczęła rozpinać
guziki jego koszuli i w pierwszym odruchu chciał jej przerwać, ale przecież
chyba może się trochę zabawić?
Przepraszam za długą nieobecność.
Przy zakładaniu bloga obawiałam się,
że może pojawić się moment, gdy poczuję na sobie jakąś presję, że trzeba
publikować nowe rozdziały w regularnych odstępach czasowych, no i
oczywiście zjadła mnie...
Opowiadanie piszę cały czas, o to nie ma się co martwić.
Postaram się więcej nie znikać bez żadnych wyjaśnień.
Na pewno nie zostawię tego opowiadania bez zakończenia, mam duży plan i ambicję, by go zrealizować.

Co z Syriuszem i Dorcas?!! :D
OdpowiedzUsuń