niedziela, 18 grudnia 2016

Rozdział 3


Wszystko słyszę, Black.



- Proszę państwa, co za akcja! Potter dzisiaj jest lepszy niż kiedykolwiek! Gryfoni prowadzą 120:10! – krzyczał do mikrofonu Lee Jordan, piątoklasista z domu lwa – Coś nieprawdopodobnego! Znicz nadal się nie pojawił, ale emocje są niesamowite. DRAKE TY GNOJU, WALNIJ SIĘ TĄ PAŁKĄ W SWÓJ PUSTY ŁEB! Przepraszam pani profesor, już nie będę… Ale co to? Bell przejmuje kafla. Podaje do Clearwater, z powrotem do Bella, Clearwater, Bell unika tłuczka, podaje dalej do Pottera iiii…. TAK! 130:10 dla Gryffindoru!!!!
                Atmosfera była gorąca. Morze Gryfonów, Krukonów i Puchonów szalało. Wszyscy wrzeszczeli i skakali, a przez ten hałas buczenie Ślizgonów się nie przebijało. Nawet McGonagall podskakiwała w miejscu klaszcząc, przez co Albus Dumbledore za każdym razem, gdy na nią zerknął - chichotał. Syriusz krzyczał jak opętany i wymachiwał rękoma nad głową.
- TO JEST NIEMOŻLIWE! ON BYŁ UMIERAJĄCY! – Phoebe była cała czerwona z emocji.
Nagle tłuczek posłany przez Georgea Drakea trafił w twarz Emily Clearwater. Profesor Hooch odgwizdał przerwę i drużyny miały chwilę by odpocząć. James dyszał jak mała lokomotywa i czuł, że powoli traci siły. Lily Evans dodała mu ich bardziej niż jakiekolwiek eliksiry uzdrawiające, ale nawet jej słowa nie mogły mu pomagać w nieskończoność. Gorączkowo z resztą drużyny liczył. Prowadzą 120 punktami, jeśli Flynn Hayes złapie znicza, to o ile Slytherin nic nie wbije, muszą zdobyć jeszcze trzy gole i wygrają. Emily przybiegła do nich cała umazana krwią i powiedziała, że jest gotowa do gry. Miała złamany nos, ale powiedziała, że pozwoli się zaprowadzić do Skrzydła Szpitalnego dopiero po meczu, a Hootch nie zdążył rzucić nawet na nią zaklęcia znieczulającego, bo już była przy drużynie.
- Wystartowali! Clearwater to twarda dziewczyna, byle uraz nie wytrąci jej z gry. Widzisz Drake, możesz wsadzić sobie tę pałkę, bo i tak nic Ci nie da! – Lee szybko odsunął się od McGonagall, która łypnęła na niego groźnie, ale nic nie powiedziała. – Howard podaje do Ridera, ten do Gorana iii… NIE!!! 10 punktów dla Slytherinu. Mamy 130:20. – Ślizgoni wiwatowali, a reszta trybun buczała, wstrząśnięta szybką akcją przeprowadzoną przez dom węża. – Goran znów ma kafla, podaje do Howarda i przechwytuje go Clearwater! Leci w stronę pętli, nie może podać, bo ją blokują, dwa tłuczki mijają ją niebezpiecznie blisko, strzela i GOOOL! 140:20 dla Gryffindoru! Potter leci z piłką, tłuczek trafia go w brzuch, ale nie wypuszcza kafla z ręki, podaje do Bella, ten do Clearwater, Bell, Potter, Bell i ZNÓW GOL! 150:20! Rider leci w stronę pętli Gryfonów, mija Bella, i podaje do Gorana, ten strzela ii…. TAK! COLES BRONI! Kafel w posiadaniu Gryfonów, Clearwater podaje do Bella, ten do Pottera i znów Clearwater, oddaje Potterowi, ten rzuca i trafia! 160:20 dla Gryffindoru!
- Jeszcze 10 punktów, Flynn łapie znicza i wygrywamy! – krzyczała Ruby, a gdy do reszty to dotarło, zaczęli dopingować swoją drużynę jeszcze bardziej. Hagrid wymachiwał flagą ponad głowami uczniów, dzięki czemu było ją widać najlepiej z wszystkich.
- A co to? Czy Hayes dojrzał w końcu znicza? Ruszył w kierunku pętli Ślizgonów, a Black już leci za nim. Ale co się dzieje! Potter jest tuż nad nimi z kaflem w ręku! Hayes wyciąga już rękę w stronę złotej piłki! Potter rzuca i trafia! 170:20 dla Gryffindoru! OOOOCH!!!!! – Lee wrzasnął, a trybuny razem z nim.
A chwilę później wszystko ucichło. Szukający Gryfonów nie zdążył poderwać miotły i zderzył się z ziemią. Leżał między bramkami i się nie ruszał. Profesor Hootch już leciał w jego kierunku, razem z resztą drużyny, gdy ten nagle drgnął.
- Unosi lewą rekę. Czy to… Czy widzę złoty błysk? TAK! FLYNN HAYES ZŁAPAŁ ZNICZA! GRYFFINDOR WYGRYWA ZE SLYTHERINEM Z WYNIKIEM 320:20!!!
                Dopiero wtedy wybuchło największe zamieszanie. Wszyscy wiedzieli, jaką przewagę musieli uzyskać Gryfoni, żeby zdobyć Puchar i chociaż wydawało się to niemożliwe, dokonali tego.
                Lily piszczała razem z Phoebe i Ruby, Remus ściskał Petera, a Syriusz chwycił najbliżej stojącą Vicky i ją pocałował. Ona z tej radości nawet nie zareagowała wybuchem furii, tylko rzuciła się na Hagrida wrzeszcząc „WYGRALIŚMY!”. A już chwilę później biegli, by pogratulować przyjacielowi.
                Albus Dumbledore szedł w stronę drużyny Gryfonów z uśmiechem na ustach, niosąc Puchar Quidditcha, a za nim biegła zapłakana profesor McGonagall. Dyrektor wręczył nagrodę pałkarzowi i kapitanowi Kevinowi Reyesowi, a ten uniósł go wysoko nad głowę, przy wtórze wiwatów większości Hogwartu. Następnie przekazał go Jamesowi, którego zaraz cały zespół wziął na ręce, bo to on zdobył w tym meczu aż 10 bramek.

                Impreza z okazji zwycięstwa musiała się odbyć w Skrzydle Szpitalnym, bo dwóch ścigających i szukający zwycięskiej drużyny musieli być pod opieką pielęgniarki. Jednak nie przeszkodziło im to w dobrej zabawie. Pani Pomfrey i dyrektor wyjątkowo wyrazili zgodę na świętowanie, bo żadnych innych pacjentów nie było. Poppy zamknęła się w swoim pokoju, wyciszając go, jednak ostrzegła wszystkich, że wcześnie rano jej pacjenci mają już odpoczywać.
               
                Bawili się wyśmienicie. Huncwoci załatwili kremowe piwo i ognistą whisky, a dziewczyny przyniosły z kuchni mnóstwo jedzenia. Łóżka ułożyli w taki sposób, by utworzyły boksy do siedzenia, robiąc jednocześnie miejsce na ogromny parkiet. James nie pił za dużo, ale nie mógł odmówić sobie przyjemności tańczenia. Phoebe nie pozwalała jednak, by się za bardzo przemęczał i co jakiś czas odganiała jego aktualne partnerki i pilnowała, by odpoczął przez kilka kawałków. Gdy nagle gdzieś zniknęła, zobaczył przed sobą Lily. Wstał i podszedł do niej.
- Zatańczysz, Evans? – wyszczerzył zęby i podał jej dłoń, którą chwyciła.
Przetańczyli razem parę piosenek, a gdy skończyli, usiedli z przyjaciółmi i jeszcze raz przeżywali ten mecz.
- Ja nadal nie rozumiem, jakim cudem wytrzymałeś i jeszcze zagrałeś tak niesamowicie! – Ruby wypiła łyka ognistej i mocno się skrzywiła.
- Nie mogłem przegrać tego meczu. – Rogacz poczochrał swoje włosy i puścił oko do Rudej, która odwróciła głowę, czerwieniąc się.
- Tak czy siak, byłeś niesamowity, Stary. – Łapa poklepał go po plecach i ruszył w stronę ciemnowłosej Puchonki, która prezentowała swoje długie nogi w krótkiej sukience.
                Chwilę później na parkiet wkroczyli Vicky z Remusem, Lily z Lee Jordanem, Ruby z Peterem i James został z Phoebe. Dziewczyna oparła na jego ramieniu swoją głowę i westchnęła.
- Cieszę się, że wygraliście. Nie zniosłabym puszenia się Ślizgonów do końca roku i pewnie jeszcze cały następny.
- Do tego Syriusz ma satysfakcję, że jego brat wcale nie jest takim wspaniałym szukającym. – Rogacz zaśmiał się cicho i bawił się kosmykiem włosów przyjaciółki.
- Nie chcę by ten wieczór się kończył. Jutro trzeba odrobić wszystkie zadania i zaczął powtarzać do egzaminów, bo to już za tydzień…
- O nie. – chłopak stanowczo jej przerwał. – Nie będziemy dzisiaj rozmawiać o nauce.
                Wyciągnął ją śmiejącą się na parkiet i gdy tak tańczyli czuł, że jest naprawdę szczęśliwy.


                Poniedziałkowy poranek przyszedł stanowczo za szybko. Lily, Ruby i Phoebe bardzo niechętnie wyszły z łóżek i po doprowadzeniu się do porządku, skierowały kroki w stronę Wielkiej Sali. W Pokoju Wspólnym spotkały trzech Huncwotów i razem poszli na śniadanie. Siostry Marshall i Remus kłócili się co dzisiaj powinni powtarzać, a Syriusz zerkał tylko na nich zaspanym wzrokiem.
- Naprawdę? Jeszcze zajęcia się nie zaczęły, a wy już o wieczornych powtórkach. Może odpuśćcie sobie zajęcia i od razu idźcie się uczyć. – zakpił i nałożył na swój talerz górę jajecznicy z bekonem. – Cześć, Piękna! Coś niemrawo wyglądasz.
Vicky usiadła koło Lupina i ziewnęła potężnie. Włosy miała w nieładzie, jakby w ogóle ich nie rozczesała, a jej twarz przybrała odcień szarości.
- Cześć. Nic mi nie mówcie. Uczyłam się do późnej nocy, bo dzisiaj eliksiry. Slughorn mnie nienawidzi, a zapowiedział przecież, że będziemy musieli uwarzyć z pamięci antidota na różne trucizny, w ramach powtórki do egzaminów. Do tego na ocenę! Na pewno dostanę jakieś najgorsze draństwo. – jęknęła i położyła głowę na stole. Po chwili już spała.
- Biedna. Gdyby była w Gryffindorze nie przejmowałaby się tak nauką. – stwierdził Peter odrywając się na chwilę od swojego naleśnika. On sam nie umiał za dużo na owe zajęcia, ale nie martwił się. Przyjaciele zawsze mu pomagali, jak tylko mogli.
- Masz rację, Glizdku. – Syriusz poklepał go po ramieniu. – Nasza kochana Howells za bardzo nam się przemęcza, bycie krukonką jej nie służy. Oni wszyscy pewnie tam się tylko uczą i uczą. To wywołuje presję. – na jego twarzy pojawiło się przerażenie. – Merlinie, jakbyśmy mieli więcej Luniaczków u nas, też by tak było.
Wszyscy wybuchnęli śmiechem, oprócz Remusa, który zmrużył groźnie oczy.
- Taak? A ty co się tak nagle czule wyrażasz o Vicky? Zakochałeś się czy co? – spojrzał na Łapę kpiąco, który był szczerze zdumiony.
- Ja w niej? Ona jest zbyt wielką zołzą, żeby mi to groziło…
- Wszystko słyszę, Black. – wymamrotała Krukonka i podniosła głowę by coś zjeść.
- … a poza tym wolę łatwe, nieskomplikowane dziewczyny. – zakończył Syriusz zerkając z ukosa na Petera, który nakładał na swój talerz górę puddingu czekoladowego.
- Jak ta Puchonka z sobotniej imprezy? Patrzy cały czas tutaj. Aż bym cię pocałowała żeby zobaczyć jej reakcję. – Phoebe zachichotała, gdy Syriusz nadstawił jej usta ułożone w dziubek. Cmoknęła go szybko i spojrzała w stronę stołu Hufflepuffu. – Chyba mnie nienawidzi.

Po eliksirach wszyscy z wyjątkiem Phoebe, która miała wróżbiarstwo i leżącego w szpitalu Jamesa, udali się na błonia i rozsiedli nad jeziorem. Vicky położyła głowę na kolanach Remusa i chwilę później już spała. Ten oparłszy się o pień drzewa wyciągnął podręcznik do starożytnych run i zaczął czytać. Peter jadł, Ruby wypytywała Lily o różnie niemagiczne przedmioty, bo musiała się przygotować do pisania wypracowania na mugoloznawstwo, a Syriusz po prostu leżał na trawie i wpatrywał się w niebo. Nagle nad ich głowami pojawiła się sowa, która wylądowała koło Blacka i wystawiła w jego stronę nóżkę z listem.
- Co to? – zapytał od razu Peter, zanim wepchnął sobie do ust kociołkowego pieguska.
- Dorcas mi odpisała. – mruknął Łapa, czytając wiadomość.
- Meadowes? Ta która w zeszłym roku skończyła Hogwart? – zaintrygowana Ruby spojrzała w jego stronę.
- Tak, to ona.
- Po co do ciebie pisze?
- Tak jakby spotykaliśmy się trochę, jak jeszcze była w szkole. Teraz czasem coś do siebie napiszemy.
- Myślałam, że jak zrywasz z dziewczyną, to unikasz jakiegokolwiek kontaktu z nią. – Lily uniosła wysoko brwi.
- Bo tak jest, ale z Dor jest inaczej. – Syriusz chciał zakończyć ten temat, ale zdawał sobie sprawę, że przyjaciele tak łatwo mu nie odpuszczą.
- Jak to jest inaczej? Co to znaczy? – Remus odłożył książkę i wpatrywał się w Blacka z rosnącym zainteresowaniem.
- Po prostu mogę z nią porozmawiać o wielu sprawach. – po tych słowach Łapa nie powiedział już nic w sprawie Meadowes, mimo, że wszyscy próbowali wyciągnąć z niego jak najwięcej. W końcu dali sobie spokój, ale wiedział, że będą próbowali z zaskoczenia wymusić na nim jakieś wyznania.
                Syriusz Black był bardzo skrytą osobą. Nigdy nie rozmawiał o swoich uczuciach, a dla zdecydowanej większości społeczności Hogwartu był podrywaczem bez serca i jedyne na czym mu zależało, to na dobrej zabawie. Przyjaciele wiedzieli, że prawda jest nieco inna, ale jeszcze nigdy nie otworzył się przed nimi. Nawet Jamesowi, któremu mówi bardzo dużo, nie zwierza się ze wszystkiego.
Gdy w poprzednie wakacje Syriusz wyprowadził się z domu rodzinnego i zamieszkał u Potterów, miał nadzieję, że nauczy się rozmawiać o problemach. Bardzo mu czasem brakowało wyrzucenia z siebie swoich żali, jednak nadal nie potrafił się na to zdobyć w obawie, że przyjaciele stwierdzą, że jest słaby. Dopiero list od Dorcas Meadowes, który otrzymał w okolicy tegorocznych świąt wielkanocnych, zmienił w minimalnym stopniu jego postawę. Przechodził wtedy bardzo ciężki okres i nie umiał sobie poradzić z nową dla niego sytuacją, a dziewczyna spadła mu jak z nieba. Postanowił przełamać się i ku swemu zaskoczeniu odnalazł oparcie w kimś, kogo by o to nigdy nie posądzał. Dorcas była dla niego bardzo cierpliwa, a swoją dobrocią nieustannie go zadziwiała, przez co łatwiej było mu przezwyciężyć swój opór i w końcu zwierzyć się jej z wielu rzeczy.
Ciemnowłosy Gryfon westchnął i wyciągnął z torby pergamin, pióro i kałamarz, po czym zaczął odpisywać.


2 komentarze:

  1. Johnny jako Syriusz i już leżę pod stołem i nie wstaję.
    "Syriusz chwycił najbliżej stojącą Vicky i ją pocałował"
    "- Taak? A ty co się tak nagle czule wyrażasz o Vicky? Zakochałeś się czy co? – spojrzał na Łapę kpiąco, który był szczerze zdumiony.
    - Ja w niej? Ona jest zbyt wielką zołzą, żeby mi to groziło…
    - Wszystko słyszę, Black. – wymamrotała Krukonka i podniosła głowę by coś zjeść." <---- o w tych momentach, pojawił się nowy shipp w moim fanowskim serduszku <3
    Uwielbiam takie chwile, gdzie oni się po prostu przekomarzają i spędzają razem czas :3 Wiem, że pewnie zaraz będzie jakaś drama, ale mam nadzieję, że za bardzo ich to nie skrzywi xd
    A Johnny to naprawdę życie. Ja bym pocałowała :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Para Howells i Black? Z tego nie może wyjść nic dobrego! Uważaj kogo chcesz sparować :D

      Usuń