W granatowych, puchowych bamboszach
- Co ty wyprawiasz? – warknęła Vicky, gdy Syriusz dziwnie wyginał się
przed kasztanowym hipogryfem, który patrzył na niego pogardliwym wzrokiem.
- Próbuję go przekonać, by się odkłonił. – chłopak wydawał się
zdeterminowany.
- Gibiąc się jak gibon? Miałeś się po prostu ukłonić i czekać.
- Nie działało. Pani profesor, mój hipogryf się zepsuł. – Black
wyprostował się bezradnie, a klasa ryknęła śmiechem.
Vicky wyminęła młodego arystokratę i patrząc
stworzeniu w oczy, pochyliła plecy ku ziemi. Chwilę później zwierzę
odwzajemniło gest i dziewczyna mogła je spokojnie poklepać po dziobie.
- Zepsuł się, co? – zadrwiła, a hipogryf przytulił swój opierzony łeb
do jej piersi. Okazał się bardzo uczuciowy i profesor Basil była zachwycona.
Howells otrzymała dwadzieścia punktów dla swojego domu.
- Chciałbym, żebyśmy uczyli się o smokach. – mruknął tęsknie, patrząc
jak para Ślizgonów karmi swojego hipogryfa martwymi fretkami.
- A ty ciągle o tym. W przyszłym roku będziemy o nich mieli.
- Ale tylko w teorii. Czy myślisz, że Berta załatwi jakieś jajo albo
pisklaka? – Syriusz spojrzał w kierunku profesor, która wyzywała Rogera Hilla z
Hufflepuffu, za próbę wyrwania pióra zwierzęcia, z którym ćwiczył.
- Wątpię. Chociaż nie pogardziłabym. A propos niebezpiecznych
stworzeń, jak tam ta Puchonka, która od śniadania chce zabić Phoebe? – Vicky
zachichotała, notując temat pracy domowej.
- Na obiedzie powiedziałem jej, że niestety moje serce należy do kogoś
innego, dlatego nie możemy być razem. – chłopak teatralnie przyłożył rękę do
piersi i westchnął. – Jednak moja wybranka mnie nie chce, a ja nie potrafię
przestać o niej myśleć.
- I ona uwierzyła w tę bajeczkę? – Howells spojrzała na niego
powątpiewająco i schowała pióro. – Każda dziewczyna w tej szkole cię pragnie i
dałaby się pokroić, byle byś chociażby na nią spojrzał.
- Nawet ty? – na jego usta wkradł się chytry uśmieszek.
- Nie żartuj. Ja nie jestem idiotką. – dziewczyna zaśmiała się pod
nosem, po czym zarzuciła torbę na ramię i ruszyła w kierunku zamku z Syriuszem
u boku.
W piątek
popołudniu, gdy skończyły się wszystkie zajęcia, grupka Gryfonów po podaniu
hasła (Gwieździste Szarfy), przeszła
przez portret Grubej Damy i wkroczyła do Pokoju Wspólnego. Dziewczyny
skierowały się do swojego dormitorium, a chłopacy zajęli ulubione miejsca na
kanapie i fotelach. Dopiero po chwili zorientowali się, że jedno z siedzisk
jest już okupowane.
- James! – krzyknął Peter rozsypując dookoła siebie pudełka z
czekoladowymi żabami.
- Rogaś! Mordo ty moja! – Syriusz wstał i ucałował przyjaciela w
policzek.
- Łapa, kretynie, odwal się. – Potter odepchnął go od siebie, ale na
jego ustach czaił się delikatny uśmiech. – Wywiesili godziny egzaminów. –
wskazał na tablicę ogłoszeń za swoimi plecami.
Remus od razu wstał i tam poszedł.
PONIEDZIAŁEK
9:00 – transmutacja
PRZERWA OBIADOWA
13:00 – opieka nad magicznymi stworzeniami
13:00 – starożytne runy
WTOREK
9:00 – obrona przed czarną magią
PRZERWA OBIADOWA
13:00 – mugoloznawstwo
13:00 – wróżbiarstwo
ŚRODA
9:00 – eliksiry
PRZERWA OBIADOWA
13:00 – zielarstwo
13:00 – numerologi
CZWARTEK
9:00
– zaklęcia
PRZERWA
OBIADOWA
13:00
– historia magii
24:00
– astronomia
Chłopak wrócił po chwili z zapisanymi siedmioma
kawałkami pergaminu. Podał przyjaciołom po jednym i zaczął analizować swój.
- Lunatyku, czym my sobie na ciebie zasłużyliśmy? – zapytał uradowany
James, odgryzając głowę jednej z czekoladowych żab Petera.
- Niczym. - Remus się zaśmiał – Ale trzeba wziąć się za porządne
powtórki. Każdego dnia mamy coś trudnego.
- Dopiero weekend się zaczął. No dobra, dobra! – Syriusz podniósł ręce
w obronnym geście, widząc na sobie spojrzenie Lupina. – Niech ci będzie, jeden
weekend jestem w stanie poświęcić nauce.
- Wybacz, że przejmuję się waszą edukacją, skoro wy się o nią nie
martwicie.
- Nasze umysły są zajęte o wiele ciekawszymi rzeczami, mój
przyjacielu. – Black wyszczerzył zęby i wyciągnął ze swojej torby podręcznik do
transmutacji.
Gdy pół godziny
później Lily zeszła do Pokoju Wspólnego, zastała niecodzienny widok. Cała
czwórka Huncwotów siedziała z podręcznikami na kolanach i zadawali sobie
pytania w ramach powtórki.
- Co się stanie, jeśli zamiast ruchu nadgarstkiem w lewo przy zaklęciu
pulvinus, szarpniesz różdżką w górę?
– zapytał James, po czym uważnie zaczął przyglądać się trzymanej w ręce fasolce
wszystkich smaków Bertiego Botta.
- Zamiast transmutować szopa w poduszkę wyjdzie sama poszewka? –
niepewnie odpowiedział pytaniem Peter.
- Nie, to się dzieje jak obrócisz nadgarstkiem w prawo. Jak szarpniesz
do góry, to wyjdzie pierze. – Syriusz przeglądał leniwie podręcznik w
poszukiwaniu inspiracji do kolejnego pytania.
- Kolejny punkt dla Łapy. – mruknął Lupin zapisując kreskę na kawałku
pergaminu.
- Proszę, proszę. Kto to się uczy. – spojrzenie czterech chłopaków
skierowało się na Rudowłosą. – Muszę niestety ukraść Wam Remusa. Dzisiaj nasza
kolej patrolowania korytarzy na czwartym i piątym piętrze.
Po dwóch
godzinach mieli już dość. Nie działo się nic niepożądanego i wiedzieli, że to
zasługa długo wyczekiwanego wolnego. Wszystkim rocznikom czerwiec daje się we
znaki i możliwość odpoczynku chociaż przez parę godzin w ciągu dnia, traktowana
jest jak największy dar. Każdy doskonale wiedział, że jeśli nie wykorzysta do
tego weekendu, to w ciągu tygodnia nie będzie miał na to najmniejszej szansy.
Egzaminy końcowe jednak były już blisko, a po nich w końcu nauczyciele mieli
przestać być tak wymagający. Lily i Remus nie rozmawiali dużo podczas patrolu,
bo każde z nich było pogrążone we własnych myślach. Nagły, głośny huk
sprowadził ich jednak na ziemię. Spojrzeli po sobie i pobiegli w stronę sali do
obrony przed czarną magią, z której słychać było hałasy. Otworzyli drzwi, a ich
oczom ukazało się spustoszenie.
- IRYTKU! – ryknęła pani prefekt, a szkolny poltergeist przerwał na
chwilę i utkwił w niej małe oczka.
- Marchewa od Pottera mi rozkazuje! Na pewno będę słuchał! – i rzucił
w nich trzymaną akurat metalową klatką.
- Irytku, przestań hałasować, bo będziemy musieli iść do pana Filcha,
a rano zgłosić to dyrektorowi. – Remus skrzyżował ręce na piersi i patrzył
surowo na ducha.
- Oooo! I kolejny prefekt-srefekt też się odzywa! Takie blizny ma na
twarzy, a dalej się wymądrza. Chyba za mało mu przyłożyli!
Na korytarzu dało
się słyszeć już pospieszne kroki, zapewne szkolnego woźnego.
- Pan Filch już tutaj idzie, może prowadzi z sobą Krwawego Barona. –
Lily z satysfakcją zauważyła, że poltergeist, który panicznie bał się
ducha-rezydenta Slytherinu, zawahał się przed kolejnym rzutem.
Niestety, Krwawy
Baron się nie pojawił i próbowali go uspokoić wraz z woźnym i jego kotką
jeszcze przez prawie godzinę i dopiero pojawienie się Dumbledora w granatowych,
puchowych bamboszach zakończyło ich trudy. Prefekci przeszli się jeszcze po
paru korytarzach, a następnie wrócili do swojej Wieży i natychmiast poszli
spać.
Kolejny tydzień
był dla ósemki przyjaciół bardzo ciężki. Egzaminy po szóstym roku okazały się
wyjątkowo trudne i nawet Syriusz nie narzekał już, że musi się tyle uczyć.
Wszystkim zależało na dobrych stopniach, by móc kontynuować naukę wybranych
przedmiotów na siódmym roku. Każdy już myślał coraz poważniej o swojej
przyszłości, a warunkiem koniecznym, by ją do siebie przybliżyć, było
ukończenie Hogwartu z dobrymi ocenami. Na dodatek wszyscy przejmowali się Peterem,
który przyswoił najmniejszą ilość wiedzy w ciągu minionego roku, chociaż nie
uczęszczał na tyle zajęć, jak jego przyjaciele. James cały czas się na głos
zastanawiał, co Pettigrew robił w tym czasie, gdy oni mieli zajęcia bez niego,
zamiast starać się trochę nadrobić zaległości. Odpowiedzi na to pytanie jednak
nie znaleźli, bo nawet sam Peter nie pamiętał, czym się zajmował przez cały
rok.
James, Syriusz i
Peter leżeli na swoich łóżkach w dormitorium. Był późny, czwartkowy wieczór, a
egzaminy końcowe były już za nimi. Potter bawił się swoim złotym zniczem, który
sobie przywłaszczył na piątym roku, Black przeglądał magazyn o quidditchu, a
Pettigrew… Pettigrew jadł. Przez jakiś czas żaden z nich się nie odzywał,
rozkoszując się wolnością. Nareszcie nie muszą się uczyć, nareszcie nie muszą
się przejmować testami. Już nic nie mogli zrobić, tylko czekać na wyniki, które
mieli otrzymać w ostatnim tygodniu szkoły.
- Jak myślicie, o której wróci Lunatyk? – Glizdogon przerwał powoli
ciążącą mu ciszę.
W sypialni Huncwotów zawsze panował harmider i ten
niecodzienny spokój wprawiał go w dyskomfort.
- Nie wiem. – Łapa zerknął na zegarek. – Za pół godziny zaczynają
dopiero egzamin.
- Zaczynają? – Peter wydawał się bardzo poruszony tą informacją.
- Tak, zaczynają. Vicky i Phoebe też się uczą astronomii, jak możesz
nie wiedzieć? – Black wydawał się bardzo zniesmaczony.
Jednak mimo grymasu, jego twarz nadal była
wyjątkowo przystojna, a opadające na oczy przydługie włosy tylko dodawały mu
uroku. Pettigrew nie raz patrząc na przyjaciela, przychodziła do głowy myśl, że
naprawdę wygląda jak zbuntowany arystokrata.
- Opanuj się Łapciu, nie wszyscy pamiętają czego każdy z nas się uczy.
– James kolejny raz z rzędu złapał znicza, gdy ten ledwo pojawił się w zasięgu
jego rąk. – Lepiej zastanówmy się nad jakimś kawałem. Dawno nic nie zrobiliśmy.
Chłopacy
spojrzeli na siebie znacząco i chwilę później dyskutowali podekscytowani, jakby
robili to pierwszy raz w swoim życiu.
Długo wyczekiwana
przed Huncwotów środa w końcu nadeszła, przynosząc kolejny ciepły dzień.
Obudzili się pełni energii, bo już tego dnia mieli wykonać najlepszy kawał w
swojej karierze. Pogoda była przednia, więc zapewne wszyscy uczniowie spędzą
przerwę śniadaniową na błoniach, co bardzo im odpowiadało, bo właśnie poza
murami zamku zamierzali wprowadzić ich plan w życie. A im więcej osób
dosięgnie, tym zabawniej. Przepychając się, wesoło wbiegli do Pokoju Wspólnego,
po czym przeszli przez portret Grubej Damy. Przed drzwiami do Wielkiej Sali
ujrzeli trzy Gryfonki.
- Cześć, Evans. – James wyszczerzył się, mierzwiąc swoje i tak już
niepoukładane włosy.
- Cześć, chłopcy. – Lily zmierzyła ich krytycznym spojrzeniem. – Co wy
tacy zadowoleni jesteście?
- My? – Syriusz zamrugał niewinnie oczami. – Po prostu cieszymy się,
że was widzimy!
- Jakbyśmy miały w to uwierzyć. – mruknęła Ruby do siostry, na co ta
parsknęła śmiechem.
Rozmawiali tak
chwilę, aż dołączyła do nich Vicky i razem usiedli przy stole do śniadania.
Jedli, żartowali i co chwilę wybuchali śmiechem. W pewnym momencie na Sali
zapanowało poruszenie – przyleciała poranna poczta. Mała sówka wylądowała przed
Howells przynosząc jej Proroka Codziennego. Dziewczyna wrzuciła knuta do
woreczka przypiętego do nóżki ptaka, zabrała gazetę i zaczęła czytać.
- Mam nadzieję, że McGonagall trochę odpuści dzisiaj. – jęknęła
Phoebe, zerkając w stronę stołu nauczycieli.
- Powinna. Zawsze tak robi po egzaminach. – James sięgnął po słoik z
dżemem i posmarował swojego tosta.
Vicky chwyciła
swój puchar, do którego chwilę wcześniej Remus wlał jej sok dyniowy. Wzięła
łyka i zamarła, nadal przyciskając naczynie do ust, co poskutkowało tym, że
cały napój zaczął powoli wylewać jej się na szatę. Dziewczyna zbladła.
- Hej, Vicky, co się dzieje? – Lily z niepokojem spojrzała na
przyjaciółkę.
Ta nic nie odpowiedziała, tylko odłożyła gazetę na
stół, po czym wstała. Puchar z brzdękiem upadł na podłogę. Gryfoni spojrzeli po
sobie zaniepokojeni, gdy Krukonka zaczęła iść powoli w kierunku wyjścia.
Syriusz i James ruszyli za nią, dzięki czemu udało im się ją chwycić, zanim
nieprzytomna zderzyła się z ziemią. Dziewczyny wrzasnęły przerażone i zerwały
się ze swoich miejsc, jednak nie zrobiły nawet kroku, bo zobaczyły profesora
Flitwicka, opiekuna Ravenclawu, profesor McGonagall i dyrektora zmierzających
szybko w ich kierunku. Dumbledore wyczarował nosze i wraz z dwójką nauczycieli
wyszli z Wielkiej Sali, powstrzymując wcześniej przyjaciół przed pójściem za
nimi. Gdy tylko zniknęli za drzwiami, na Sali zapanowało poruszenie, a siódemka
Gryfonów rzuciła się na Proroka, który nadal był otwarty na stronie, na której
Vicky przestała go czytać.
CZY JESTEŚMY JESZCZE BEZPIECZNI?
Wczoraj późnym wieczorem w
centrum Londynu doszło do zamieszek. Czworo zamaskowanych czarodziejów zaczęło
mordować mugoli, którzy spędzali wolny czas w Covent Garden. Na miejscu
pojawiło się kilku pracowników Ministerstwa Magii, jednak sprawców nie udało
się złapać. Deportowali się po krótkiej walce z aurorami. Podejrzewa się, że za
tym mordem stoją poplecznicy Lorda Voldemorta, czarnoksiężnika, który od kilku
miesięcy niepokoi nasz świat. Nie można jednak tego w stu procentach
potwierdzić, a pracownicy Ministerstwa odmawiają udzielenia komentarzy na temat
owego zdarzenia.
W ataku zginęła para aurorów,
Lucas i Susan Howells, osieracając trójkę dzieci, z których jedno nadal uczy
się w Szkole Magii i Czarodziejstwa Hogwart.
Czy nasz świat jest
zagrożony?
Czy stoimy u progu
wojny?
Czy możemy jeszcze
czuć się bezpiecznie?

Syriusz i Vicky <3 niby się przekomarzają, ale ja wiem, że coś tam jest!
OdpowiedzUsuńUczący się huncwoci to widok, którego nawet nie potrafię sobie wyobrazić :D Ale cóż, nawet tacy zdolni uczniowie jak oni (i Peter) musieli czasem usiąść do książek.
A końcówka złamała mi serce :c Biedna Vicky, nie wyobrażam sobie być w jej sytuacji. Mam nadzieję, że paczka jej pomoże i jakoś uda jej się poradzić sobie z żałobą :c
Czekam na następny! :*
Musiało się stać coś złego, bo nie może być za kolorowo. Chociaż wiesz, że wolę spokojne perypetie, bez dramatów i zawiłości.
UsuńNa pewno będzie to trwało bardzo długo, ale polepszy jej się.