niedziela, 26 marca 2017

Rozdział 11


Swoją drogą, świetna z niej laska.


Pierwsze wyjście z Hogwartu do Hogsmeade zawsze przynosiło wiosce największy zysk. Tłumy uczniów stęsknionych za niepowtarzalnym klimatem wchodziły do wszystkich sklepów, pubów i kawiarni. Trzecioklasiści mogli wreszcie pierwszy raz odwiedzić te miejsca, które starsi uczniowie znali już jak własną kieszeń. Klasy siódme przechadzały się z sentymentem uliczkami, zdając sobie ze smutkiem sprawę, że ich pobyt w szkole nieuchronnie zbliża się ku końcowi.
                Lily i James szli obok siebie czasem lekko ocierając się ramionami, co wywoływało dziwną falę gorąca u obojga. Potter zerknął z ukosa na dziewczynę i całkiem stracił głowę. Marzył o tej chwili od tylu lat i wiedział, że nie może tego zmarnować. To mogła byś jego jedyna szansa.
- Więc, Evans… - odchrząknął lekko i poczochrał swoje i tak już nieułożone włosy. – Jak ci się podoba nasz nowy nauczyciel obrony przed czarną magią?
- Hmmm… Nie za bardzo szczerze mówiąc. Ale słyszałam, że od przyszłego tygodnia będzie nas uczył ktoś inny. – ta informacja sprawiła, że James przystanął.
 Lily odwróciła się w jego stronę zaskoczona.
- Nie wiedziałeś?
- Nie. Pierwsze słyszę. A wiadomo kto go zastąpi? – po otrząśnięciu się z pierwszego szoku, w końcu ruszył z miejsca.
- Mają to ogłosić jutro podczas kolacji. – Rudowłosa uśmiechnęła się lekko. – Jak ci się podoba nowe stanowisko?
- Chodzi ci o prefekta naczelnego czy kapitana drużyny quidditcha? – Potter jakby urósł o kilka centymetrów.
- Och, no tak! Kevin przecież skończył w zeszłym roku!
- Potrzebowaliśmy trzech nowych graczy, ciężko było, ale w końcu wybrałem z drużyną najlepszych. Nie są tak dobrzy, jak poprzedni, ale myślę, że jak będziemy dużo trenować, to mają szansę dojść do tego poziomu. – James zaczął trajkotać jak nawiedzony i tak spacerując, w pewnym momencie chwycił Lily za rękę, a ona jej nie zabrała.

                W tym samym czasie w uliczce za Miodowym Królestwem pewna para obściskiwała się bez opamiętania. Chociaż myśli Syriusza odlatywały gdzieś daleko, miał wrażenie, że w ten sposób odreagowuje. Nie radzi sobie z targającymi nim emocjami, więc postanowił, że wraz z początkiem nowego roku, wróci dawny on. Miał nadzieję, że w ten sposób przywróci w swoim życiu ład i porządek.
                Nagle Jasmine oderwała się od niego i chrząknęła znacząco.
- Syriuszu. Niby jesteś tu ze mną, ale nie czuję twojej obecności. – patrzyła na niego z wyrzutem, a on nagle sprowadzony na ziemię miał lekko nieprzytomny wzrok.
- Wydaje ci się. – uśmiechnął się po huncwocku i z zadowoleniem zauważył, że dziewczyna wstrzymała oddech. – Jestem całkowicie pochłonięty tobą.
                Po tych słowach ponownie wpił swoje usta w jej, a targające nim wyrzuty sumienia z uporem zagłuszył, tłumacząc sobie, że przecież nie robi nic złego.

                Vicky i Pandora siedziały przy stoliku w Trzech Miotłach i zaśmiewały się do łez. Howells z zaskoczeniem odkryła, że mimo tego, że wszyscy uważali ją za dziwaczkę, Ifans wcale nie jest tak odmienna. Gdy do Hogwartu chodził jej chłopak, Ksenofilius Lovegood, była zdecydowanie bardziej specyficzna, więc Vicky stwierdziła, że to on musiał w ten sposób na nią wpływać.
- Ojej, już 12. Muszę lecieć! – Pandora spojrzała na nią przepraszająco. – Ksenio czeka.
- Pewnie, leć. – Howells machnęła ręką, a po chwili jej koleżanki już nie było.
                Westchnęła i podeszła do baru, gdzie obsługiwała bardzo młoda, atrakcyjna barmanka.
- Kremowe piwo, poproszę.
                Gdy otrzymała co zamówiła, odwróciła się i cały kufel piwa wylądował na jej bluzce. Usłyszała śmiech, który w ostatnim czasie ciągle ją prześladował. Miała ochotę rozbić temu napuszonemu arystokracie puste naczynie na głowie.
- Black! – słysząc swoje nazwisko uśmiechnął się szeroko, co wyprowadziło Krukonkę z równowagi jeszcze bardziej. – Przestań mnie prześladować!
- Skarbie, to ty cały czas na mnie wpadasz. – puścił do niej oczko. – Ale niech ci będzie. Napiję się z tobą, skoro tak bardzo chcesz. – Howells aż się zapowietrzyła. Jaki on jest bezczelny! – Rosmerto, moja droga, dwa kremowe piwa, bardzo proszę. – barmanka z ogromnym rumieńcem postawiła przed nimi kufle. - Chodź, tam jest wolne miejsce. – i nie czekając na jej reakcję ruszył w stronę stolika w kącie pubu.
                Vicky się zawahała, ale w nadziei, że dzięki temu młodszy z Blacków da jej w końcu spokój, poszła z ociąganiem za nim.

                Ruby i Phoebe wyszły z Miodowego Królestwa i zobaczyły, że James i Lily znikają za zakrętem.
- Pewnie idą do herbaciarni u pani Puddifoot. – Ruby uśmiechnęła się szeroko. – Kto by pomyślał, że nasza Lilka w końcu się złamie.
- Każdy? – jej siostra spojrzała na nią jak na idiotkę.
- No dobra, masz rację.  – machnęła lekceważąco ręką. – Musimy chyba iść do Trzech Mioteł, Vicky pewnie już czeka i się denerwuje, że się spóźniamy.
- A gdzie jest Remus? Nie widziałam go nigdzie.
- Został w Hogwarcie. Powiedział, że nie ma ochoty patrzeć na każdym zakręcie na gębę Blacka. Peter sam był w Miodowym Królestwie.
- O wilku mowa. – Phoebe wskazała ręką na parkę, która szła przed nimi. Syriusz i Jasmine obejmowali się, a dziewczyna wpatrywała się w Huncwota jak urzeczona.
- Puchonki są jakieś takie tępe, nie? – Ruby zachichotała widząc minę siostry.
- Julia jest w Hufflepuffie.
- I inteligencją nie grzeszy. Jest po prostu miła.
                Phoebe postanowiła tego nie komentować i już miały wejść do pubu, ale para zatrzymała się w drzwiach.
- Idź, baranie. Blokujesz przejście. – Ruby zdzieliła Blacka po głowie, na co ten odwrócił się gwałtownie, a w jego oczach ujrzała taką furię, że aż się cofnęła o krok.
                Nie powiedział ani słowa, tylko odszedł szybko, zostawiając równie zaskoczoną Jasmine.
- Co mu odbiło? – Ruby była wstrząśnięta.
- Nie wiem. Wchodziliśmy, wszystko było dobrze, a później nagle się zatrzymał i…
- O Merlinie… - Phoebe chwyciła się framugi, a oczy wychodziły jej z orbit.
                Jej siostra podążyła za jej wzrokiem i aż sapnęła. Przy jednym ze stolików siedział nie kto inny, ale Vicky! I to z kim – z Regulusem Blackiem we własnej osobie. Zerkała na niego buntowniczo, a on uśmiechał się kpiąco, ale nadal siedzieli przy jednym stoliku.
- To wszystko jasne. – mruknęła Ruby. – Jasmine, lepiej idź za Blackiem. Myślę, że ktoś musi skontrolować czy nic sobie ten jełop nie zrobi.
                Patil spojrzała na nią przerażona i odbiegła nie zadając dodatkowych pytań. Siostry Marshall weszły w końcu do pubu i zamówiły kremowe piwo, a chwilę później zajęły jeden ze stolików.

                Vicky patrzyła na Regulusa spode łba. Nie wiedziała jaki czort ją podkusił, by się zgodziła z nim usiąść. Był bezczelny, zbyt pewny siebie, narcystyczny… Dupek. Ściskała kufel w rękach i całą siłą woli powstrzymywała się od zdzielenia go nim. Nagle Black odchrząknął i utkwił w niej spojrzenie.
- Przed chwilą chyba ktoś był niezbyt zadowolony naszym spotkaniem. – uśmiechnął się kpiąco.
- Sama nie jestem nim zadowolona. – burknęła Howells. – Czekam na przyjaciółki.
- Tak? To ciekawe, że siedzą tutaj już dziesięć minut, a ciebie nadal nie ma z nimi. – jego uśmiech poszerzył się jeszcze bardziej. Merlinie, jaki on jest irytujący.
Dopiero po chwili dotarło do niej co powiedział. Rozejrzała się szybko dookoła, ale nie zobaczyła nigdzie przyjaciółek. Spojrzała na niego z mordem w oczach, a on machnął ręką.
- Są za kolumną. – już miała wstać, ale coś w jego oczach ją powstrzymało. – Nie ciekawi cię kto nas tutaj zobaczył?
- Zapewne już połowa Hogwartu. I teraz będę pośmiewiskiem. – Krukonka podniosła lewą brew. – Kto normalny by się zadawał ze Ślizgonem.
                Z satysfakcją zauważyła, że ta uwaga go lekko dotknęła. Uśmiechnęła się pod nosem, na co ten najeżył się jak szpiczak.
- Och, a niby dla mnie to zaszczyt siedzieć tutaj z jakąś szurniętą Krukonką? – szybko wrócił do siebie i próbował odzyskać przewagę. – W każdym razie, przed chwilą w tamtych drzwiach – wskazał na wejście do pubu. – stał mój kochany braciszek. – Howells nie dała po sobie nic poznać. – Gdy zobaczył nas razem, to się troszkę zdenerwował. Zostawił swoją nową lalunię i poszedł. – uśmiechał się chytrze widząc jak Vicky się czerwieni, ale zupełnie niepoprawnie to odczytując.
- On. Miał czelność. Się zdenerwować. Na nasz widok? – mówiła niebezpiecznie cichym głosem powoli podnosząc się z krzesła. – Jest ostatnią osobą, która mogłaby mi mówić z kim mogę, a z kim nie mogę się spotykać. – syknęła z takim jadem, że przypominała w tamtym momencie Regulusowi węża.
                Na jej słowa uśmiechnął się tak szeroko, że miała wrażenie, że policzki mu pękną, ale troszkę zbiła ją z tropu ta reakcja.
- A więc teraz się spotykamy? – poruszył sugestywnie brwiami.
                Prychnęła rozjuszona, chwyciła swój kufel i zaczęła iść w kierunku, gdzie powinny siedzieć siostry Marshall. W pewnym momencie odwróciła się i uśmiechnęła słodko.
- Pieprz się, Black. – zarzuciła włosami i odeszła, pozostawiając go w stanie dziwnego rozbawienia i podniecenia.

                Bliźniaczki patrzyły na zbliżającą się przyjaciółkę z coraz większym zainteresowaniem. Gdy opadła na puste krzesło między nimi, ledwo były w stanie wysiedzieć z emocji. Ona jednak uparcie nic nie mówiła, mając nadzieję, że dadzą sobie spokój. W końcu jednak Ruby odchrząknęła głośno i Vicky stwierdziła, że nie ma sensu milczeć.
- Cały czas za mną łazi. Usiadłam z nim dla świętego spokoju, żeby nie odstawił tutaj szopki. – siostry spojrzały na siebie znacząco.
- Regulus jest przystojny. – Ruby uśmiechnęła się lubieżnie.
- Ale ty jesteś głupia… - Howells westchnęła wywołując śmiech u przyjaciółek.

                James i Lily weszli do Trzech Mioteł i dopiero wtedy puścili swoje ręce, jednak Howells i siostry Marshall swymi bystrymi oczami to dostrzegły. Podeszli do baru, zamówili piwo kremowe i usiedli przy stoliku, przy którym wcześniej siedział pewien Ślizgon z Krukonką.
- Ciekawe co się stało Syriuszowi, był taki wzburzony jak nas mijał… - Evans zastanawiała się na głos.
Upiła łyk piwa, a pianka przyczepiła jej się nad ustami tworząc komicznego wąsa. Potter parsknął śmiechem i delikatnie starł ją kciukiem, sprawiając, że dziewczynie zakwitły czerwone plamy na szyi.
- Nie wiem, ale cokolwiek by to nie było, musiało być naprawdę wstrząsające.
                Lily z zamyśleniem pokiwała głową, wpatrując się we wnętrze swojego kufla. W pewnym momencie podniosła wzrok i zauważyła, że chłopak jej się przygląda.
- Co tak patrzysz? – zaczerwieniła się.
- Bo jest na co. – uśmiechnął się szeroko, na widok jej bordowych uszu.
Zaśmiał się radośnie i poczochrał kruczoczarne włosy.

                Dzień dobiegał już końca, a uczniowie Hogwartu wrócili z wycieczki do Hogsmeade. James Potter wkroczył do Pokoju Wspólnego cały w skowronkach, z Lily Evans u boku. Odprowadził ją pod schody prowadzące do jej dormitorium i pomasował się zakłopotany po karku.
- Dziękuję za dzisiaj. – odezwał się drżącym głosem.
- Ja też dziękuję. – Lily uśmiechnęła się pięknie, po czym wspięła się na palce i pocałowała go delikatnie w policzek. – Dobranoc, James.
                Po tych słowach zniknęła na schodach, a on wyrzucił ręce w górę w geście zwycięstwa.
- TAK! – krzyknął, na co Gryfoni obecni w Pokoju Wspólnym spojrzeli na niego z rozbawieniem.
                Rozejrzał się dookoła i zobaczył osobę, której szukał. Zarzucił jej ręce na szyje od tyłu.
- Łapciu, jaki piękny dziś dzień! – zaśpiewał mu do ucha, za co dostał łokciem w ramię. – Ała! Co z tobą?
- Spieprzaj, Rogacz. – warknął Syriusz zirytowany, wstając.
- Co się z tobą dzieje? Gdzie ty idziesz? – krzyknął widząc, że idzie do portretu Grubej Damy.
- Zabić pewnego członka mojej nienormalnej rodziny.

                Syriusz dobiegł do lochów i miał wrażenie, że w żyłach płynie mu lawa zamiast krwi. Zatrzymał się przed ścianą, za którą znajduje się Pokój Wspólny Ślizgonów i dopiero wtedy zaczął się zastanawiać jak się tam dostanie.
- Czysta krew. – warknął, ale nic się nie wydarzyło. – Nienawidzę Gryffindoru! Zabić mugoli i szlamy! Czarny Pan górą! Regulus Black to największy dupek w tej szkole! – wrzeszczał tak, aż w końcu walnął pięścią w mur i usłyszał nieprzyjemne chrupnięcie. Gdyby nie to, że był tak wzburzony, pewnie krzyknąłby z bólu.
                Chodził tak przed wejściem przez kilka minut, aż usłyszał, że ktoś się zbliża. Na horyzoncie pojawiły się dwie Ślizgonki z czwartego roku – Amanda Flyers i Joanna Hastings. Doskoczył do nich z obłędem w oczach i cicho powiedział, żeby natychmiast zawołały jego brata. Wystraszone weszły do Pokoju Wspólnego (hasło brzmiało „Sprytny umysł”), a chwilę później na korytarz wyszedł Regulus w rozpiętej koszuli z krawatem przerzuconym przez ramię. Uśmiechał się kpiąco, co tylko zdenerwowało Syriusza jeszcze bardziej.
- Czemuż to doświadczam tego zaszczytu, że mój niesamowity, prawy, starszy brat mnie odwiedza?
                Łapa doskoczył do niego i zdrową ręką chwycił za szyję i przycisnął do ściany.
- Jeśli tkniesz Vicky albo chociaż na nią jeszcze raz spojrzysz, to przysięgam, nie ręczę za siebie.
- Stary, uspokój się. – Regulus podniósł ręce w obronnym geście. – Do niczego jej nie zmuszam. Wpadamy po prostu ostatnio na siebie.
- Nie obchodzi mnie jak to wychodzi, masz przestać przebywać w jej pobliżu.
- Bo co? – zakpił młodszy z Blacków. – Zabronisz mi czegoś? Albo JEJ? Myślisz, że cię posłucha? Jeśli uważasz, że tak, to dlaczego przybiegłeś tutaj, a nie sterczysz pod Wieżą Ravenclawu?
- Nie zadawaj głupich pytań. – Syriusz czuł coraz większą panikę, bo zdawał sobie sprawę, że jego głupi brat ma rację.
- Widzisz, braciszku, jednak nie wszystko sobie tak dokładnie przemyślałeś. Myślałeś, że mnie nastraszysz? – kontynuował mimo coraz mocniej zaciskającej się na jego gardle dłoni. – Cóż, nie udało ci się. Może jeszcze kiedyś na siebie wpadniemy. A ja nie mam zamiaru udawać, że jej nie widzę. – Regulus odtrącił rękę brata i wypowiedział hasło do Pokoju Wspólnego.
                Już prawie zniknął za drzwiami, ale jeszcze się odwrócił i uśmiechnął szeroko do Syriusza.
- Swoją drogą, świetna z niej laska. Szkoda dla ciebie, że woli młodszego z Blacków. – i zniknął zanim do jego brata dotarł sens tych słów.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz