Jeszcze zrobisz sobie krzywdę.
Lily wyciągnęła się wygodnie w fotelu w pokoju wspólnym Gryfonów. Nareszcie nadszedł piątkowy wieczór i mogła zostawić w dormitorium wszystkie podręczniki. Nauczyciele nie odpuszczali im ani trochę, co rusz przypominając, że w tym roku czekają ich OWUTEMy. Przymknęła oczy, ale za chwilę musiała je otworzyć, bo ktoś się do niej dosiadł.
- James.
Uśmiechał się
jakoś tak inaczej niż zwykle, co bardzo ją zaniepokoiło. Nie wiedziała, o co
konkretnego może zapytać, więc w milczeniu czekała.
- Za tydzień w weekend jest wyjście do Hogsmeade. – poinformował ją.
- No to miło, przejdziemy się ekipą. O ile Vicky i Syriusz nie będą
sobie skakać znowu do gardeł…
- Nie. – przerwał jej stanowczym głosem.
- Nie?
- Nie. – wyszczerzył zęby.
- No to po co mi to mówisz? – zadała to pytanie, chociaż doskonale już
wiedziała, o co mu chodzi.
- Chciałbym, żebyś poszła ze mną. Na randkę. – oczy błyszczały mu
wesoło, a jej coś się przekręciło w żołądku.
- Okej.
- Tak po prostu się zgadzasz? – James spojrzał na nią podejrzliwie,
ewidentnie próbując doszukać się podstępu.
- Obiecałam ci, że jak zdobędziecie Puchar Quidditcha, to się z tobą
umówię. Wygraliście. A ja dotrzymuję słowa. – po tej deklaracji wstała i
przeciągnęła się. – Dobranoc, Potter.
Poszła do pustego
dormitorium. Nie wiedziała gdzie zniknęły Ruby i Phoebe, ale podejrzewała, że
włóczą się gdzieś z pozostałymi Huncwotami albo odwiedziły Vicky. Sięgnęła po
czasopismo „Czarownica” i zaczęła czytać pierwszy lepszy artykuł. Był to
ranking najprzystojniejszych czarodziejów. Pod dość obszernym wstępem,
umieszczono 10 zdjęć mężczyzn, a obok nich krótkie opisy, kogo przedstawiają.
Trzecie miejsce przedstawiało kogoś, kto nie miał szans się tam znaleźć.
Dopiero po chwili zorientowała się, że mężczyzna ze zdjęcia jest starszy od
Jamesa, a także ma inne oczy i nos. Spojrzała zaciekawiona na opis. „Fleamont
Potter, stworzyciel płynu do włosów „Ulizanna”, kochający mąż i ojciec równie
pociągającego chłopca, który obecnie uczy się na ostatnim roku w Hogwarcie.
Mimo swojego wieku Fleamont Potter tryska energią i ma w sobie „to coś”, co
musi mieć prawdziwy mężczyzna.”. Lily parsknęła śmiechem i spojrzała na podpis,
kto jest autorem artykułu. „Rita Skeeter, dziennikarka „Czarownicy”.”.
Kojarzyła to nazwisko z innymi bzdurnymi tematami, dlatego od razu odłożyła
czasopismo.
Chwilę później
zasnęła z obrazem młodszej wersji Fleamonta Pottera przed oczami.
Tydzień później w
sobotę, Vicky szła z Pandorą na śniadanie przed wyjściem do Hogsmeade. Jej
towarzyszka opowiadała coś o gnębiwtryskach, o których mówił jej chłopak, ale
szybko się wyłączyła, bo i tak nic nie rozumiała. Kiwała jednak głową, a kąciki
ust miała delikatnie uniesione.
- Och! – krzyknęła nagle Ifans. – Czy to Syriusz Black z Jasmine
Patil?
Howells spojrzała
we wskazywaną jej stronę i uśmiech zszedł jej z twarzy. Tak, to musieli być
oni, jednak spleceni w na tyle ciasnym uścisku, że ciężko było od razu
stwierdzić. Poczuła się wyprana z wszelkich emocji i pomyślała, że chciałaby
już coś zjeść. Minęły parę na tyle szybko, że nie zauważyły jak Syriusz odkleja
swoje usta od dziewczyny i ogląda się za nimi z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
Vicky przestała
zupełnie słuchać paplania koleżanki, tylko skupiła się na tym, żeby jak
najszybciej dotrzeć na śniadanie. Nagle wpadła na coś twardego i już myślała,
że wyląduje na podłodze, jednak silne ramiona powstrzymały ją od upadku.
Spojrzała na swojego wybawcę i od razu się wyrwała.
- Nie dotykaj mnie, Black! – Regulus patrzył na nią z mieszaniną
rozbawienia i kpiny w oczach.
- Znowu ty… Jak na mnie lecisz, to po prostu powiedz, a nie takie
podchody odstawiasz. Jeszcze zrobisz sobie krzywdę.
- O mnie się nie martw, tylko o
swoją śliczną buźkę, bo jak cię trzepnę kiedyś, to przestaniesz z takim
zachwytem wpatrywać się w lusterko. – zmierzyła go od czubka głowy, po czubki
butów i z uniesioną wysoko głową ruszyła dalej. Pandora gdzieś zniknęła
najwyraźniej nie zauważywszy, że Vicky już z nią nie ma.
- Może pójdziemy razem do Hogsmeade? – krzyknął za nią z kpiną
Regulus, a Howells powtórzyła gest ze środkowym palcem sprzed tygodnia, co tylko
wywołało u niego atak śmiechu.
Pokręcił głową i skierował się w stronę lochów.
- To co dzisiaj robimy? – Ruby klasnęła w dłonie. – Ja koniecznie chcę
iść do Miodowego Królestwa. Podobno są jakieś nowe słodycze.
- Tak szczerze mówiąc, to dzisiaj nie pójdę z wami. – wymamrotała Lily
do swojego kubka z herbatą.
Bliźniaczki
spojrzały na nią w identyczny sposób. Naprawdę ciężko je czasem rozróżnić.
- Nie idziesz do Hogsmeade? – Ruby przekrzywiła głowę, przypominając tym
małego szczeniaka.
- Idę. Ale… z kimś. – Evans natychmiast się cała zaczerwieniła.
- My nie jesteśmy kimś? – Phoebe zmrużyła niebezpiecznie oczy, ale
wszystkie wiedziały, że nie o to chodzi.
Lily odetchnęła głęboko.
- Idę na randkę… z Jamesem. – zaczerwieniła się jeszcze mocniej, o ile
to w ogóle możliwe.
Ruby opadła
szczęka, a Phoebe podrapała się zdenerwowana po bliźnie. Rzadko się zdarzało,
by w tym samym czasie siostrom zabrakło słów. Sytuację uratował Remus, który
przysiadł się chwilę wcześniej tak cicho, że go nie zauważyły.
- To dzisiaj Hogsmeade wypełnią pary. – rzucił luźno, nakładając
marmoladę na tosta.
Dziewczyny
spojrzały na niego jakby spadł z księżyca. Westchnął.
- Ty i Rogacz. A tam idzie Łapa ze swoją nową maskotką. – wskazał z
niesmakiem w stronę drzwi wejściowych do Wielkiej Sali.
Faktycznie,
Syriusz stał tam i szeptał coś na ucho rozchichotanej Jasmine Patil. Była
bardzo ładna, z ciemnymi włosami, oczami i karnacją. Z tego, co kojarzyły
należała do Hufflepuffu. Nie mogły otrząsnąć się z szoku.
- A co z tą całą Dorcas czy jak jej tam? – Phoebe w końcu przerwała
ciszę.
Lupin prychnął.
- Phoebs. Proszę cię. To jest Syriusz. Czego się spodziewałaś? –
umilkł, bo obiekt ich rozmowy właśnie się dosiadł.
Wyciągnął pióro i
zaczął skrobać zawzięcie na pergaminie. Lily przekrzywiła głowę i zaczęła
czytać.
- Kochana Dorcas, dziękuję za
ostatni list… Czy Meadowes wie, że migdalisz się tutaj z jakąś Puchonką? –
spojrzała na niego karcącym wzrokiem.
- Ty, Evans – wskazał na nią piórem, wyraźnie zirytowany. – lepiej nie
wtykaj nosa w nie swoje sprawy. – i jak gdyby nigdy nic wrócił do pisania.
- Za chwilę kolejne dziewczyny cię znienawidzą. – mruknął Remus.
Black spojrzał na niego zaskoczony.
- Kolejne?
- Tak. Vicky już prawie się z nami nie trzyma, przez ciebie. – Lupin
był coraz bardziej zirytowany.
- Ach… - Syriusz machnął ręką. – o niej mówisz. Nie przypominaj mi o
tej wariatce.
Nikt nie
spodziewał się wybuchu, który nastąpił po jego słowach.
- Że co?! Czy ty siebie w ogóle słyszysz?! – Remus uderzył mocno
dłońmi w stół, jednocześnie wstając. Część Gryfonów odwróciło się w ich stronę,
zaciekawiona nagłą aferą. – Zawsze dogadywaliście się dobrze, a teraz nagle
warczycie na siebie jak hieny! To przez to mieszkanie? – cisza była dla niego
potwierdzeniem. – Wiedziałem. Mówiłem jej, że to zły pomysł. – uderzył pięścią
w stół. – Dorośnij w końcu, Syriuszu! Ile można się zachowywać, jak… jak ty! –
wskazał na niego palcem. – Albo wiesz co. Rób sobie co chcesz. Ale moich
przyjaciół zostaw w spokoju. Jeśli jeszcze któregoś zranisz, nie ręczę za
siebie.
Po tych słowach w
Wielkiej Sali zapanowała cisza, a on odszedł szybko od stołu. Black siedział w
osłupieniu przez dobrą minutę i patrzył w stronę drzwi, za którymi jeden z jego
najlepszych przyjaciół zniknął wzburzony.
Jakiś czas
później do ich stołu podeszła Vicky i nie zaszczycając Syriusza nawet
spojrzeniem, zwróciła się do dziewczyn.
- Idę z Pandorą do Hogsmeade, ale o 12 jest umówiona z Ksenofiliusem.
Mogłybyśmy się wtedy spotkać gdzieś.
- Och! Dobry pomysł! Lilka ma randkę, ale my jak najbardziej się
spotkamy. Może w Trzech Miotłach? – Phoebe z ulgą spojrzała na przyjaciółkę.
- Randkę? – Howells uniosła nieznacznie kąciki ust i usiadła obok pani
prefekt.
- A ty przypadkiem stołów nie pomyliłaś? – zakpił Black, jednak
Krukonka go zignorowała, a Gryfonki obrzuciły oburzonym spojrzeniem.
- Tak. Umówiłam się z Jamesem. – Lily ponownie zrobiła się czerwona.
Vicky zamrugała
szybko oczami. Po chwili pokręciła jednak głową z szerokim uśmiechem i wstała
od stołu.
- Świat staje na głowie. Evans i Potter…

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz